rys. „Tygodnik Illustrowany” 1883, regaty WTW (domena publiczna)

Bolesław Prus i Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie

Bolesław Prus był członkiem Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego. Na liście członków z 1883 roku figuruje jako „Głowacki Aleksander, redaktor” – pod swoim prawdziwym nazwiskiem i imieniem. Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie, którego początki sięgają 1878 roku, powstało więc dokładnie w tym samym roku, w którym rozpoczyna się akcja „Lalki” Bolesława Prusa. To ciekawy zbieg okoliczności, szczególnie dziś, gdy na ekrany kin i platform streamingowych trafiają nowe ekranizacje jednej z najsłynniejszych polskich powieści.

9 min czytania

Do sprawozdania Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego za rok 1882, pierwszy rok jego legalnej działalności, dołączono listę członków na rok 1883. Przy nazwiskach podano zawody: adwokat przysięgły, kupiec, fabrykant cukrów, subiekt handlowy, litograf, zegarmistrz. Między nazwiskami na G jest wpis „Głowacki Aleksander, redaktor”.

Aleksander Głowacki podpisywał swoje teksty jako Bolesław Prus. Był współpracownikiem „Kuriera Warszawskiego”, a w czerwcu 1882 roku objął kierownictwo „Nowin”. Do wioślarzy przyjęto go w balotowaniu 12 lipca, razem z długą listą innych kandydatów. Henryka Sienkiewicza, którego klub również wymienia wśród swoich członków, na liście z 1883 roku nie ma.

Bolesław Prus na portrecie fotograficznym, w okularach, z siwym wąsem i bródką
Bolesław Prus, czyli Aleksander Głowacki, na portrecie fotograficznym. Domena publiczna (Wikimedia Commons).

Nimfa i trzej z Jacht-Klubu

Towarzystwo liczy swoje początki od 1878 roku. W Warszawie działał wtedy Yacht Klub, do którego należeli niemieccy urzędnicy carskiej administracji, a władze bały się spisków i zakazywały zakładania polskich organizacji. Kilkunastu młodych ludzi, którymi kierowali Antoni Chojnacki i Władysław Deniszczuk, zbudowało w warsztacie stolarza Mianowicza czwórkę wiosłową „Nimfa” i pływało nią po Wiśle bez zezwolenia.

Henryk Stankiewicz, pierwszy prezes towarzystwa, opisał w 1882 roku w „Kurierze” inny początek. W 1880 roku trzech członków Jacht-Klubu, Chojnacki, Cyr i Kapłan, postanowiło się od niego odłączyć i założyć stowarzyszenie ze swoich. Znaleźli kilkunastu chętnych i niemal własnymi rękami zbudowali wioślarską chatę, która służyła za przystań.

Z tej trójki w towarzystwie został tylko Chojnacki, według Stankiewicza 24-letni grawer. Pierwsza przystań była u wylotu ulicy Bednarskiej. Przed legalizacją wioślarze startowali pod własną nazwą w regatach Jacht-Klubu: 10 lipca 1881 roku wystawili dwie sześciowiosłowe łodzie, „Mewę” i „Arjadnę”.

Pieniądze mieli, choć formalnie nie istnieli. Pod koniec 1881 roku w kasie stowarzyszenia zostało 328 rubli i 73 kopiejki.

Wieczór świętojański 1881

W wieczór świętojański 1881 roku Stankiewicz, lekarz, poszedł po pracy nad Wisłę. Przeszedł przez most, skręcił w prawo wałem nadbrzeżnym i naprzeciw ogródka zwanego Antokolem zobaczył na niewielkim pływającym domku skromny transparent: „Warszawskie towarzystwo wioślarskie”. Obok kilka łodzi z lampionami rzuciło kotwicę, sypało ogniami bengalskimi i śpiewało unisono.

Długo stał przy tym domku i nie śmiał wejść. Po miesiącu starań przyjęli go do grona, w którym, jak liczył, było 42 młodych ludzi z handlu. Towarzystwo potrzebowało przede wszystkim pozwolenia rządu.

25 czerwca, tuż po Wiankach, „Kurier Warszawski” wydrukował kronikę Prusa o stowarzyszeniach.

Kronika z 25 czerwca 1881

Prus opisał w niej wizytę kilku rosłych młodych ludzi, którzy przyszli do niego z prośbą. Nie chcieli ani pożyczki, ani posady. Chcieli towarzystwa gimnastycznego.

Prus poszedł zapytać o formalności przyjaciela, byłego urzędnika policji. Ten zzieleniał, kazał służącej stanąć przy drzwiach i oznajmił, że wszystkie towarzystwa są zakazane. Kiedy usłyszał, że założyć je chcą cywile, szepnął: „Kramoła!”. Zapytany, co to znaczy, wyjaśnił, że kramoła to wszystko, co robią kramolszczyki.

Swój wywód Prus oparł na programie najwyższych władz państwa, które zapowiadały pracę organiczną. Policzył, że gdyby każdy mieszkaniec kraju dzięki gimnastyce zyskał dwa funty siły, państwo zyskałoby 14 milionów funtów, a w pracy setki milionów rubli. Młodzież mniej czasu trwoniłaby po knajpach. Przypomniał też, że Bismarck i Moltke wykorzystali to, co w Niemczech wytworzyły szkoły oraz towarzystwa gimnastyczne, śpiewackie i pływackie.

W tej samej kronice pytał, czy stowarzyszenia gimnastyczne, śpiewackie i pływackie są dla społeczeństwa i państwa stratą, czy zyskiem. Wszystko zebrał w jednym zdaniu: „nie »towarzystwo gimnastyczne«, o które od tylu lat bezskutecznie prosimy, jest kramołą, ale – brak towarzystwa gimnastycznego”. Skutki tego braku widział na ulicach, gdzie spotykał coraz więcej ludzi wątłych, wybladłych i chorowitych.

Ustawa z 14 czerwca 1882

Pierwsze podanie wioślarzy władze odrzuciły, bo było źle umotywowane, a ustawa źle opracowana. Szukali kogoś, kto umiałby przedstawić ich sprawę. Zadanie przypadło Stankiewiczowi. Jak sam napisał, szybko sporządził nową ustawę zgodną z obowiązującymi przepisami i złożył ją do zatwierdzenia.

14 czerwca 1882 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w Petersburgu, w porozumieniu z Ministerstwem Marynarki, zatwierdziło ustawę Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego. Zgodę ułatwiło zapewnienie, że towarzystwo będzie rozsławiać morską potęgę Rosji. Wioślarze przyjęli flagę według wzoru Jacht Klubu z Petersburga: niebieski krzyż na białym tle, jak bandera carskiej floty wojennej. W górnym rogu przy drzewcu dodali później herb Warszawy, syrenę na czerwonej tarczy.

Ustawa przyjmowała ludzi wszystkich stanów, którzy skończyli 21 lat. Kobiet nie przyjmowała. Stankiewicz wyliczył w „Kurierze”, czym towarzystwo ma się zajmować: pływaniem, wiosłowaniem, gimnastyką, fechtunkiem i łyżwiarstwem. Policja dostała polecenie, żeby zobowiązać prezesa do pilnowania warunków ustawy i do uprzedzania władz o każdym zebraniu.

Wianki i otwarcie

Pierwszy raz towarzystwo wystąpiło publicznie na Wiankach 23 czerwca 1882 roku, dziewięć dni po zatwierdzeniu ustawy. Urządziło je własnym sumptem, a patrzyło na nie około 60 tysięcy ludzi. „Kurier” przyznał czytelniczce rację, że najefektowniejsze chwile zasłaniały widzom parowce.

Urzędowe otwarcie wypadło w niedzielę 16 lipca o szóstej wieczorem. Prezes i członkowie wręczyli baronowi Kruedenerowi, generałowi, który zastępował nieobecnego Głównego Naczelnika Kraju, klucze od przystani na srebrnej tacy. Ksiądz Sotkiewicz poświęcił przystań i łodzie, a publiczność patrzyła z mostu żelaznego, z bulwaru praskiego i z łodzi.

W ostatnim, najciekawszym wyścigu zmierzyły się dwie ósemki, „Krakus” i „Weneda”. Zwycięstwo długo się ważyło, aż w końcu wygrał „Krakus”. Zabawa przyniosła 2150 rubli i 60 kopiejek, a połowę czystego dochodu towarzystwo oddało szkole rzemiosł przy ulicy Jasnej.

W 1882 roku zapisało się 645 nowych członków. Towarzystwo zamówiło łodzie w Hamburgu i w Berlinie. Zbudowało na Wiśle nową przystań, urządziło gimnastykę w Pałacu Brühla i ślizgawkę w Ogrodzie Saskim.

Rola Prusa

W relacjach z 1882 roku nazwiska Prusa przy legalizacji nie ma. „Kurier” przypisywał rozwój towarzystwa energii Stankiewicza, któremu pomagało kilku ludzi dobrej woli, bez podawania nazwisk. Na 25-lecie, w 1907 roku, „Nowości Illustrowane” pisały, że każde zrzeszenie było wtedy podejrzane i że zatwierdzenie ustawy kosztowało Stankiewicza wiele pracy i starań.

Prusa przy rejestracji wymieniają dopiero opisy z naszych czasów. Album „Wodniacy. Pasjonaci wioślarstwa 1878–1939”, wydany w 2011 roku przez Ośrodek KARTA i Dom Spotkań z Historią, podaje, że Prus położył przy niej niemałe zasługi i zabiegał o rejestrację na dworze w Petersburgu. „Rzeczpospolita” napisała w 2018 roku, że pomagał Stankiewiczowi. Na czym ta pomoc polegała, żaden z tych opisów nie mówi.

W czerwcu 1881 roku Prus bronił w gazecie prawa do zakładania stowarzyszeń. Członkiem towarzystwa został miesiąc po zatwierdzeniu ustawy.

Pierwsza wyprawa: do Płocka

W niedzielę 13 sierpnia 1882 roku, wczesnym rankiem, 40 członków towarzystwa wypłynęło z Warszawy do Płocka na 10 łodziach. Flotylli towarzyszył parowiec, a „Kurier” zanotował, że jego obecność okazała się bardzo pożądana. Siłą samych wioseł do Płocka dopłynęła tylko ósemka „Krakus” ze sternikiem Antonim Chojnackim.

Pod stromym brzegiem Płocka czekało na wioślarzy kilka tysięcy mieszkańców. Powitał ich notariusz Śliwiński. Warszawiacy przypłynęli po to, żeby namówić polskich mieszkańców miasta do założenia własnego klubu. Do Warszawy wrócili 15 sierpnia parowcem „Warszawa”. Część płynęła przez Włocławek, co tamtejszej młodzieży dodało zapału do projektu filii warszawskiego towarzystwa.

W Płocku wkrótce powstała grupa, którą nazywano kołem Zulusów, od nazwy jej pierwszej łodzi. Z wnioskiem do władz czekała na dogodną chwilę. Przyszła latem 1884 roku, kiedy Zulusi znaleźli się w delegacji witającej cara Aleksandra i car porozmawiał z jednakowo ubranymi ludźmi z wiosłami w rękach. 3 maja 1885 roku zebrali się członkowie założyciele Płockiego Towarzystwa Wioślarskiego, a w czerwcu otworzyli pierwszą przystań, pływającą na pontonach.

Wianki

Wianki towarzystwo urządzało potem regularnie. Śpiewał chór „Duda”, gimnastycy dawali pokazy, po Wiśle płynęła parada łodzi i wianki, a wszystko oświetlały reflektory i fajerwerki.

Artur Oppman pisał w „Mojej Warszawie”, że Wianki stały się modne od powstania towarzystwa, bo wioślarze wzięli cały obchód w swoje ręce. Dodał, że władze tego święta nie lubiły i co roku niechętnie dawały pozwolenie. W końcu go zakazały, bo ich zdaniem miało zbyt polski charakter.

Rok po legalizacji, 29 czerwca 1883, towarzystwo urządziło regaty. „Tygodnik Illustrowany” wydrukował z nich rycinę na dwóch stronach. Widać na niej pływającą przystań z wieżą obwieszoną flagami, publiczność pod parasolami, łodzie wiosłowe na środku rzeki i parowiec.

Baza towarzystw i klubów wioślarskichWięcej o historycznych i współczesnych towarzystwach i klubach wioślarskich znajdziesz w naszej bazie.Szukaj w bazie →

Wokulski nad Wisłą

W „Lalce” Wokulski skręca w ulicę Karową i schodzi na Powiśle. Wcześniej myśli, że Warszawa całym swoim ogromem zsuwa się ku Wiśle i że gdyby brzeg obwarować bulwarami, powstałaby tam najpiękniejsza część miasta.

Nad samą rzeką widzi górę śmieci, a kilkadziesiąt kroków dalej zbiorniki wody, którą piła Warszawa. Siada na stosie belek. W wodzie odbija się zielona już Saska Kępa i czerwone dachy Pragi, a na środku rzeki widać nieruchomą berlinkę, płaskodenny statek rzeczny.

Wioślarzy w powieści nie ma. Wokulski wiosłuje w niej raz, na stawie w Zasławku, kiedy pływa z Izabelą, a ona rzuca łabędziom okruchy ciastek.

Na swoje 25-lecie Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie zakładało na własny koszt szkółkę dla ubogich dzieci z Powiśla.

Prus na bicyklu

Z kręgu wioślarzy wyrosły potem Warszawskie Towarzystwo Cyklistów i Warszawskie Towarzystwo Łyżwiarzy. Prus należał do cyklistów, a 11 maja 1894 roku dostał od nich tytuł członka honorowego. Uczta na jego cześć i wręczenie dyplomu odbyły się na Dynasach cztery lata później.

Jeździł bicyklem, czyli rowerem z wielkim przednim i małym tylnym kołem. W 1887 roku miał na nim wypadek i złamał lewą rękę. W księdze pamiątkowej cyklistów wpisał życzenie, żeby rowery potaniały tak, by kupić je mógł nawet najskromniejszy pracownik. Chciał też bocznych dróg, po których da się jeździć.

Foksal 19 i dwie przystanie

Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie nazywa siebie najstarszym polskim stowarzyszeniem sportowym. Starszy jest lwowski „Sokół”, założony w 1867 roku jako towarzystwo gimnastyczne.

W 1897 roku towarzystwo przeniosło się do domu przy Foksal 19, zaprojektowanego przez Bronisława Brochwicz-Rogoyskiego. Klub wymienia wśród członków z tamtych lat Prusa i Sienkiewicza, a o Stefanie Żeromskim pisze, że często tam bywał.

Na 25-lecie, latem 1907 roku, wioślarze zaczęli dzień zgodnie z tradycją od nabożeństwa w kościółku świętej Rodziny. Na przystani podano obiad 150 gościom. Po nim ruszyły regaty, a wieczorem w gmachu zimowym zaczęła się uczta z delegatami ze wszystkich krańców ziem polskich. Sternik poznańskiej osady Ruciński przywiózł w darze flagę, Zygmunt Markiewicz z Kijowa srebrną łódź na falach, a hrabia Władysław Rostworowski z Krakowa srebrną gałąź wawrzynu w zakopiańskiej ramie.

W czasie wojny zginęło około 400 członków towarzystwa. Po wojnie władze wcieliły je do zrzeszeń związkowych, dom zajęła „Polonia”, a przystań przekazano „Skrze”. Towarzystwo reaktywowano w 1957 roku, dom odzyskało w 1978 po długim procesie sądowym.

Dziś wioślarze i kajakarze towarzystwa pływają z dwóch warszawskich przystani, przy Wioślarskiej 6 i przy Zaruskiego 12. Na początku sezonu podnoszą flagę z niebieskim krzyżem i syreną, a jesienią ją opuszczają.

Najczęstsze pytania o Prusa i Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie:

Czy Bolesław Prus był członkiem Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego?
Tak. Przyjęto go w balotowaniu 12 lipca 1882 roku, a na liście członków na rok 1883 jest wpis „Głowacki Aleksander, redaktor”, czyli Prus pod prawdziwym nazwiskiem.
Jaką rolę odegrał Bolesław Prus w rejestracji Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego?
Ustawę napisał i złożył pierwszy prezes, doktor Henryk Stankiewicz, a zatwierdziło ją ministerstwo w Petersburgu 14 czerwca 1882 roku. W relacjach z tamtych lat Prusa przy legalizacji nie ma. Album „Wodniacy” Ośrodka KARTA i „Rzeczpospolita” piszą, że pomagał Stankiewiczowi, bez szczegółów. Rok wcześniej Prus bronił w „Kurierze Warszawskim” prawa do zakładania stowarzyszeń.
Kiedy powstało Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie?
Klub liczy swoje początki od 1878 roku, kiedy kilkunastu młodych ludzi zbudowało czwórkę „Nimfa” i pływało po Wiśle bez zgody władz. Legalnie towarzystwo działa od czerwca 1882 roku, kiedy w Petersburgu zatwierdzono jego ustawę.
Czy Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie to najstarszy polski klub sportowy?
Towarzystwo nazywa siebie najstarszym polskim stowarzyszeniem sportowym. Starsze jest Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” we Lwowie, założone 7 lutego 1867 roku.
Czy w „Lalce” Bolesława Prusa jest Wisła?
Tak. Wokulski schodzi ulicą Karową na Powiśle, patrzy na Saską Kępę i Pragę i myśli o bulwarach, które zmieniłyby brzeg w najpiękniejszą część miasta. W całej powieści wiosłuje raz, na stawie w Zasławku.
Czy Bolesław Prus jeździł na rowerze?
Tak. Należał do Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów, które w 1894 roku nadało mu tytuł członka honorowego. Jeździł bicyklem i w 1887 roku złamał na nim lewą rękę.

Lubisz odkrywać nowe miejsca?

Zamów newsletter, a raz lub dwa razy w miesiącu dostaniesz na maila Magazyn Stan Wody, pełen opowieści i inspiracji.