W historii polskich wypraw kajakowych najczęściej wymienia się tych, którzy siedzieli w kajakach i pokonywali najtrudniejsze trasy. Rzadziej pada nazwisko człowieka, dzięki któremu w ogóle wiemy, jak te wyprawy wyglądały. Zbigniew Bzdak był fotografem, i to właśnie jego zdjęcia z Colca i z Amazonki obiegły świat.
Jego droga jest przy tym osobną opowieścią, równie ciekawą jak same wyprawy. Prowadzi z niewielkiego Radomska, przez fizykę jądrową i krakowski klub kajakowy, przez najgłębszy kanion świata i największą rzekę świata, aż po redakcję jednej z największych amerykańskich gazet.
Radomsko i dwie pasje
Bzdak urodził się w 1955 roku w Radomsku i fotografował od czasów liceum, gdzie trafił do koła fotograficznego w domu kultury. Później studiował fizykę jądrową na krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, ale aparatu nie odłożył. W czasie studiów współtworzył grupę twórczą, prowadził galerię fotografii w studenckim klubie Pod Jaszczurami i związał się ze studenckim ruchem fotograficznym. Nauka ścisła i obraz szły u niego równolegle od samego początku.
Te dwie ścieżki, ścisła i artystyczna, nigdy się u niego nie rozeszły. Fizyk z wykształcenia patrzył na świat jak fotograf, a fotograf zachował ścisłe myślenie i cierpliwość uczonego. To połączenie widać potem w jego zdjęciach, precyzyjnych, a zarazem pełnych ludzkiej treści.
Klub Bystrze
Na AGH Bzdak związał się z Akademickim Klubem Turystyki Kajakowej Bystrze. Klub powstał w 1972 roku i z garstki zapaleńców rozrósł się do setek członków, którzy sami budowali kajaki i sprzęt, bo w Polsce nie było gdzie go kupić. To samo środowisko wydało Piotra Chmielińskiego i innych, którzy wkrótce mieli pływać po rzekach obu Ameryk. Bystrze było dla nich, jak wspominali po latach, rodzajem wyspy, na której czuło się wolność niedostępną wtedy nigdzie indziej.
Fotograf z ostatniej chwili
Do wielkiej wyprawy Bzdak trafił niemal przez przypadek. W 1979 roku, gdy ekspedycja CanoAndes szykowała się do wyjazdu, w ostatniej chwili zrezygnował jej fotograf. Bzdak wskoczył na to miejsce. Tak człowiek z aparatem stał się okiem jednej z najdłuższych polskich wypraw kajakowych. Później sam nazywał CanoAndes swoim uniwersytetem, bo to tam ukształtował się jako fotograf.
CanoAndes była przedsięwzięciem ogromnym. W latach 1979 do 1982 jej uczestnicy przepłynęli dwadzieścia trzy rzeki Ameryki Północnej i Południowej, trzynaście z nich jako pierwsi w historii. Do Meksyku dotarli z dwudziestoma jeden kajakami i dwudziestoma pięcioma tonami sprzętu. Bzdak był przy tym wszystkim, z aparatem gotowym w miejscach, gdzie każdy inny myślał o tym, żeby przetrwać.
Najgłębszy kanion świata
Najsłynniejszym dokonaniem tej wyprawy był pierwszy spływ kanionu Colca w Peru w 1981 roku, uznawanego za najgłębszy kanion rzeczny świata. Wyczyn trafił do Księgi Rekordów Guinnessa. Bzdak brał w nim udział jako fotograf i wsparcie, nie jako sternik pokonujący najtrudniejsze progi, i właśnie z tej roli została jego najważniejsza spuścizna: obraz. Jego zdjęcia z Colca National Geographic opublikował w 1993 roku.
To rozróżnienie jest istotne. Na tych wyprawach Bzdak nie ścigał się z wodą w kajaku. Jego zadaniem było być we właściwym miejscu z aparatem, często na brzegu, na tratwie albo w łodzi, i uwiecznić to, co robili inni. Bez tego dzisiejsza pamięć o polskich spływach byłaby znacznie uboższa, bo w dużej mierze składa się właśnie z jego kadrów.
Stan wojenny na drugiej półkuli
Gdy 13 grudnia 1981 roku w Polsce wprowadzono stan wojenny, część ekipy CanoAndes była właśnie w Peru. Zorganizowali w Limie manifestację poparcia dla Solidarności. Ten gest sprawił, że powrót do kraju stał się dla nich niebezpieczny. Dla Bzdaka oznaczało to początek życia na emigracji. Człowiek, który wyjechał fotografować rzeki, został za oceanem z powodu polityki w kraju.
Amazonka od źródeł do oceanu
W latach 1985 i 1986 Bzdak był fotografem najgłośniejszej z tych wypraw: pierwszego przepłynięcia Amazonki od źródeł do ujścia, którego dokonał Piotr Chmieliński. Wyprawę opisał amerykański dziennikarz Joe Kane w książce Running the Amazon, która stała się w Stanach bestsellerem. Zdjęcia Bzdaka z tego spływu National Geographic opublikował w 1987 roku.
I znów trzeba być dokładnym. Najtrudniejszą, górną wodę Apurímacu pokonywali w kajakach inni uczestnicy. Bzdak pierwszy odcinek przeszedł brzegiem, a resztę rzeki pokonał tratwą i łodzią, dokumentując wszystko po drodze. Sama wyprawa była dramatyczna: uczestnicy trafili przejściowo w ręce partyzantki Świetlisty Szlak, mierzyli się z chorobą wysokościową i z kanionami, z których po wejściu nie ma jak się wydostać. Bzdak fotografował to wszystko.
Zdjęcia z takich wypraw powstają w warunkach, w których samo utrzymanie sprzętu przy życiu jest wyczynem. Aparat trzeba uchronić przed wodą, piaskiem i upadkiem, a jednocześnie być gotowym w ułamku sekundy, gdy przed obiektywem dzieje się coś, co wydarzy się tylko raz. Bzdak robił to na rzekach, których nikt wcześniej nie sfotografował i dlatego jego kadry są dziś często jedynym wizualnym świadectwem tych pierwszych spływów.
Od Wyoming do Chicago Tribune
W Stanach Zjednoczonych Bzdak zbudował od podstaw karierę fotoreportera prasowego. Zaczynał w Wyoming, gdzie kierował działem fotograficznym dziennika Casper Star-Tribune i wydał album o tym stanie, nagrodzony potem w konkursie Communication Arts. Pracował następnie dla gazety The Times w Munster w stanie Indiana, uczył fotografii w Columbia College w Chicago, a w 2002 roku został fotoreporterem Chicago Tribune, jednej z największych amerykańskich gazet, gdzie pracował blisko dwie dekady. Droga na szczyt amerykańskiego fotoreportażu prowadziła przez prowincję, od małych dzienników po wielką gazetę, i trwała lata. Emigrant, który przyjechał z niczym, budował swoją pozycję zdjęcie po zdjęciu.
W Tribune relacjonował wielkie tematy: wojnę w Iraku, skutki huraganu Katrina, kampanię wyborczą Baracka Obamy i pierwsze sto dni jego prezydentury. Obok nich robił reportaże, które można nazwać fotografią zaangażowaną: o dzieciach żyjących na wysypiskach w Gwatemali, o bezdomnych sierotach w Rosji, o indiańskim ludzie Huaorani w Amazonii. Wierzył, że takie zdjęcia mają realną siłę, bo potrafią zwrócić uwagę świata na problem, którego bez nich nikt by nie zauważył.
Ta sama uważność, którą wypracował na wyprawach, przydała się w dziennikarstwie. Fotoreporter, podobnie jak kajakarz na trudnej wodzie, musi czytać sytuację z wyprzedzeniem i być we właściwym miejscu, zanim coś się wydarzy. Bzdak przeniósł tę umiejętność z kanionów Andów do miejsc konfliktu i katastrof, a potem do opowieści o zwykłych ludziach, których los rzadko trafia na pierwsze strony gazet.
Emmy za jazz z South Side
Do jego wyróżnień należą dwie nagrody Communication Arts, z 1991 i 1994 roku, a także nagroda Emmy przyznana w 2015 roku za współtworzony film dokumentalny Kenwood's Journey. Film opowiadał o szkolnym zespole jazzowym z południowej części Chicago, który przygotowywał się do występu na wielkiej scenie. Na niecałe dwa tygodnie przed premierą jeden z nastoletnich muzyków zginął od kuli. Dokument, który miał być o muzyce, stał się także opowieścią o przemocy, z którą żyje młodzież z tej części miasta.
Powrót przez obiektyw
Bzdak nadal tworzy i mieszka w Stanach Zjednoczonych. Wraca do Polski z wystawami, na których pokazuje dorobek z kilku dekad, od amerykańskiej prowincji po Chicago. Jego droga, z koła fotograficznego w Radomsku na łamy wielkiej gazety, wiodła przez kajakowe wyprawy, na których nauczył się patrzeć na świat przez obiektyw w najtrudniejszych możliwych warunkach.
Dziś jego zdjęcia z Colca i Amazonki znów pokazywane są w Polsce, obok późniejszych prac ze Stanów. Dla kolejnego pokolenia są oknem na epokę, w której garstka ludzi z Krakowa pływała po rzekach, o jakich reszta kraju mogła tylko czytać.
W opowieściach o polskich spływach zwykle wymienia się tych, którzy siedzieli za wiosłem. Warto pamiętać także o tym, który siedział z aparatem. Bo gdyby nie on, wielkie wyprawy przeszłyby do historii jako suche zapisy w kronikach, bez twarzy, bez wody, bez światła. To dzięki takim ludziom jak Bzdak można je dziś zobaczyć.