Wypłynął z Ulm 18 czerwca 1932 roku w dół Dunaju, chociaż nie umiał pływać. Miał dwadzieścia pięć lat, zostawił za sobą zamkniętą firmę elektryczną i kraj, w którym bezrobocie liczyło się już w milionach. W składanym kajaku z drewnianym stelażem obciągniętym gumowanym płótnem wiózł aparat fotograficzny, pistolet, mapy żeglarskie i kompas pryzmatyczny. Kajak nazywał się Sonnenschein. Miał plan, by dopłynąć na Cypr, gdzie podobno szukają ludzi do kopalni miedzi. Nazywał się Oskar Speck. Dopłynął aż do Australii.
Niemcy w kryzysie lat 30-tych
Speck urodził się w 1907 roku w wiosce pod Hamburgiem. Szkołę musiał porzucić już w wieku czternastu lat i pójść do pracy. Lata po I wojnie światowej były dla Niemiec czasem reparacji, hiperinflacji i w końcu światowego kryzysu gospodarczego. Po latach wspominał ten okres jako katastrofalny w rozmowie z dziennikarką Margot Cuthill. Miał składany kajak i należał do klubu wodnego. Gdy zabrakło pracy, postanowił wykorzystać je w niecodzienny sposób – wyruszyć w świat. Jak sam przyznał, chciał po prostu na jakiś czas wyjechać z Niemiec, a podróż kajakiem była najtańszym sposobem, by ten plan zrealizować.
Otwarte morze
Płynął przez Austrię i Węgry, mijał Wiedeń i Budapeszt. Gdzieś przy granicy jugosłowiańsko-bułgarskiej Dunaj mu spowszedniał, a Speck usłyszał, że nikt jeszcze nie spłynął Vardarem w Macedonii. Skręcił więc w bok, żeby zrobić to jako pierwszy i na tamtejszych bystrzach poważnie uszkodził kajak. Nie miał pieniędzy ani na jedzenie, ani na naprawę, więc jadł to, co udało mu się dostać po drodze i płynął dalej uszkodzoną łodzią aż do portu w Salonikach.
Dalej była już tylko otwarta woda, a jego łódź nadawała się na nią tyle samo, co każdy inny składak. W Salonikach dowiedział się rzeczy, którą kajakarze powtarzali sobie jak przestrogę: takie łodzie nie są budowane na morze. Wystarczy źle przyjąć jedną falę, żeby łódź stanęła bokiem, obróciła się i nabrała wody. Speck wyciągnął z tego wniosek praktyczny: dołożył osłony przeciwbryzgowe i żagiel o powierzchni czterech metrów kwadratowych, co podwoiło jego prędkość. Trzymał się brzegu, bo każdą noc musiał spędzać na lądzie, a między wyspami zdarzały mu się przeprawy po trzydzieści kilka godzin bez snu.
Cypr i zmiana planu
Kiedy dotarł do celu, kopalnia miedzi przestała go interesować. Powiedział o tym potem w jednym z wywiadów, że dojrzał do tego, by zrobić rejs kajakiem, który przejdzie do historii. Mniej więcej w tym momencie pierwszy raz pomyślał o Australii. Z Cypru popłynął na wschód, do Syrii. Kanał Sueski był drogą oczywistą, ale odmówiono mu zgody na przepłynięcie, więc złożył kajak i pojechał autobusem nad Eufrat.
Eufrat: czternaście dni bez człowieka
Rzeka prowadziła go przez Rakkę, Bagdad i Basrę, jednak jej brzegi były na tyle puste, że samo znalezienie jedzenia i wody między miastami stało się problemem. Przez czternaście dni nie spotkał nikogo i żywił się daktylami z nadrzecznych drzew. Wichura zatrzymała go na tydzień na wysepce, na której leżało wyrzucone przez wodę ciało. Później skradziono mu łódź; został w samych spodenkach, bez paszportu, pieniędzy i bagażu. Sprawcami okazali się miejscowi policjanci, którzy zaprowadzili go z powrotem do kajaka, kiedy zaproponował im pokaźną łapówkę.
Nad Zatoką Perską dopadła go malaria. Podróż wznowił dopiero we wrześniu 1934 roku, po miesiącach czekania na nowy kajak. Producent składaków Pionier Faltboot zorientował się, że ten rejs jest znakomitą reklamą i przez całą wyprawę dostarczył mu cztery nowe łodzie. Resztę Speck zarabiał sam: odczytami w portach, artykułami, opowiadaniem swojej historii za nocleg i jedzenie.
Indie, monsun i podejrzenie o szpiegostwo
Dalsza droga prowadziła przez wybrzeża dzisiejszego Pakistanu, Indie, Cejlon (dzisiejsza Sri Lanka), gdzie przeczekał trzy miesiące monsunu i Madras, gdzie odebrał kolejny kajak. Do Kalkuty dotarł w styczniu 1936 roku. U wybrzeży Birmy złapał go sztorm monsunowy i zniósł z kursu; wiosłował trzydzieści do czterdziestu godzin, żeby wrócić na trasę.
W tym samym czasie w Niemczech władzę przejęli naziści, a wokół samotnego Niemca z aparatem fotograficznym zaczęły krążyć opowieści. Mówiono, że jego kajak potrafi latać i nurkować i że rysuje mapy portów. W Indiach aresztowano go pod zarzutem szpiegostwa. Wypuszczono go po dwóch dniach, ale podejrzenia ciągnęły się za nim do końca wyprawy.
Flaga na dziobie
Na części zdjęć na dziobie kajaka powiewa flaga ze swastyką. Od września 1935 roku była to jedyna flaga państwowa Niemiec, więc Speck płynął pod flagą swojego kraju. W kolonialnej Batawii, dzisiejszej Dżakarcie, przyjął go konsul generalny, dostał pieniądze za odczyty w niemieckim klubie, a miejscowy działacz partii wręczył mu proporzec do zawieszenia na kajaku i list z życzeniem, żeby pozostał tym, kim jest: człowiekiem nowych Niemiec. Dokumenty nie wskazują, żeby Speck podzielał te poglądy, ani nie potwierdzają teorii o szpiegostwie.
Zachował się za to jego własny zapis w tej sprawie. Rodzina, zmęczona wysyłaniem mu pieniędzy, pisała, żeby wracał i pracował w industrializującym się kraju. Odpisał, że najdłuższy samotny rejs kajakiem w historii jest wystarczającym wkładem w nowe Niemcy. Nie wrócił. Gdyby wrócił, jak zauważa Cuthill, zostałby bohaterem propagandy.
Lakor
Przez Birmę, Tajlandię i Półwysep Malajski dopłynął do Singapuru, odebrał kolejny kajak i ruszył na wschód, wyspa po wyspie. Przez większość drogi wsie przyjmowały go dobrze, często zabijając na jego cześć kurę. Na wyspie Lakor na Molukach zaatakowali go ludzie z nożami i maczetami. Próbował się bronić nienabitym pistoletem, ale go obezwładniono, związano rzemieniami z bawolej skóry i pobito do półprzytomności, przebijając mu błonę bębenkową. Kajak i cały dobytek splądrowano.
Uwolnił się, przegryzając więzy, dopłynął do łodzi i odbił od brzegu. Po pomoc lekarską wiosłował aż do Surabai na Jawie. Kiedy wydobrzał i chciał ruszyć dalej, holenderskie władze nie zgodziły się, żeby płynął południowym wybrzeżem Nowej Gwinei. Musiał nadłożyć drogi i minąć wyspę od północy.
Ostatnie tygodnie
We wrześniu 1939 roku minął wschodni kraniec Nowej Gwinei. Po drodze zmagał się z wysokim przybojem, rekinami i krokodylami. Na wyspie Samarai zatrzymał się u miejscowego urzędnika. Dziesięcioletni syn gospodarza po latach wspominał, że tamtego wieczoru ojciec odebrał na krótkich falach przemówienie Adolfa Hitlera. Gość nie sprawiał jednak wrażenia szczególnie zainteresowanego wiadomościami z Europy. Następnego ranka pożegnano go na plaży.
Do Daru dopłynął już do świata, który zdążył się zmienić. Dowiedział się, że wybuchła wojna i jako obywatel Niemiec jest teraz wrogiem. Polecono mu płynąć na wyspę Thursday, jednak australijskie władze postanowiły pozwolić mu dokończyć podróż na własnych wodach. Dlatego mógł jeszcze dopłynąć do Saibai. Tam, 20 września 1939 roku, na brzegu czekało na niego trzech policjantów. Najpierw pogratulowali mu niezwykłego wyczynu, a chwilę później go aresztowali. Jak wspominał po latach, byli przy tym wyjątkowo uprzejmi. Tak zakończyła się jego siedmioletnia wyprawa – jako jeniec wojenny.
Obóz zamiast powitania
Przewieziono go przez wyspę Thursday do obozu dla internowanych w Tatura w Wiktorii. Australia zamykała wtedy w obozach osoby urodzone w krajach nieprzyjacielskich, także te, które nie zrobiły niczego złego. Speck uciekł, ukryty w skrzyni na narzędzia wywożonej z obozu i został złapany na przedmieściach Melbourne. Dostał dwadzieścia osiem dni odosobnienia i przeniesienie do Loveday w Australii Południowej, największego obozu tego rodzaju w kraju, z gospodarstwem warzywnym, fermą drobiu i chlewnią. Spędził tam trzy lata.
Wyszedł na wolność w styczniu 1946 roku, kilka miesięcy po kapitulacji Niemiec. W obozie nauczył się szlifować opale i w kilka dni po zwolnieniu kopał je w Lightning Ridge. Został w Australii, zajął się handlem opalami i zbudował dom na północ od Sydney. Rodziców nigdy więcej nie zobaczył, do Niemiec pojechał raz – w 1970 roku. Nie założył rodziny.
Rekord, o którym nikt nie wiedział
W liczbach jego rejs to około 50 tysięcy kilometrów, siedem lat i cztery miesiące, rzeki i otwarte morza od Dunaju po Cieśninę Torresa i kilkanaście krajów, z których część już nie istnieje pod tamtymi nazwami. Uchodzi to za najdłuższą podróż kajakiem w historii. Wojna sprawiła, że nie przebiła się do świadomości nikogo poza wąskim gronem.
Sam Speck zdawał sobie z tego sprawę. W ostatnim liście do siostry Grety napisał, że jest zadowolony, bo zdobył jeden z rekordów świata, o którym nikt nie wie, a wojna pokrzyżowała miliony losów bardziej niż jego. Zmarł w 1993 roku, w wieku osiemdziesięciu sześciu lat. Kolekcję pamiątek po wyprawie, ze sprzętem, dziennikami, listami, zdjęciami, okuciami kajaka i taśmą filmową, przechowuje dziś Australian National Maritime Museum w Sydney.