Wydaje się, że nie ma prostszego pytania niż to, gdzie zaczyna się rzeka. W przypadku największej rzeki świata odpowiedź okazała się jednak przedmiotem sporu, który trwał dziesięciolecia i angażował fotografów, kajakarzy, naukowców i satelity. Chodzi o kilkaset metrów różnicy wysoko w peruwiańskich Andach, ale i o to, co w ogóle uznajemy za początek rzeki.
Amazonkę zasila mnóstwo dopływów, a jej najdalszym stałym ciekiem źródłowym jest rzeka Apurímac. Spod masywu Nevado Mismi w regionie Arequipa spływają dwa sąsiednie potoki, Carhuasanta i Apacheta i to wokół nich toczył się główny spór. Różnica między nimi to niecały kilometr długości, ale w geografii bywa, że taki kilometr decyduje o miejscu na mapie i w podręcznikach.
Stara zagadka
Spór o źródło Amazonki nie zaczął się w dwudziestym wieku. Już w 1707 roku jezuicki misjonarz i kartograf Samuel Fritz sporządził mapę, na której za główny ciek uznał jedną z dwóch wielkich rzek tworzących Amazonkę. Przez następne stulecia geografowie wskazywali kolejnych kandydatów na źródło, przesuwając je coraz wyżej w Andy, w miarę jak docierali w rejony wcześniej niezbadane. Pytanie o początek największej rzeki świata jest więc niemal tak stare jak jej poznawanie.
Fotograf, który znalazł jeziorko
Za współczesny początek tej historii uchodzi rok 1971. National Geographic wysłało wówczas w Andy niewielką wyprawę pod wodzą Lorena McIntyre'a, fotografa i podróżnika. Z wierzchołka góry Mismi McIntyre dostrzegł małe jeziorko, z którego wypływał strumień. Wskazał potok Carhuasanta, zasilany przez śniegi Mismi, jako najdalsze źródło Amazonki, oddalone o jakieś sześć i pół tysiąca kilometrów od Atlantyku. Ta wersja przez lata uchodziła za oficjalną i trafiła między innymi do Księgi Rekordów Guinnessa.
McIntyre był postacią barwną. Kilka lat wcześniej, szukając w brazylijskiej Amazonii nieskontaktowanego plemienia, zgubił drogę w dżungli i spędził wśród Indian dłuższy czas, opisany później w książce jako niezwykłe przeżycie graniczne. Człowiek, który wskazał źródło największej rzeki świata, sam wcześniej omal w jej dorzeczu nie zaginął.
Polski rodowód: od Bystrza do Amazonki
Zanim pojawia się polski wątek geograficzny, trzeba cofnąć się do krakowskiego klubu kajakowego Bystrze przy AGH. To z niego wyrosła wyprawa CanoAndes, która na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych przepłynęła dwadzieścia trzy rzeki obu Ameryk, w tym jako pierwsza w historii kanion Colca. Z tego środowiska wyszedł Piotr Chmieliński, który zapisał się w dziejach tej rzeki mocniej niż ktokolwiek inny.
W latach 1985 i 1986 Chmieliński jako pierwszy przepłynął Amazonkę kajakiem od obszaru źródłowego do ujścia. Trasę liczono na kilka tysięcy kilometrów, a do samego końca, do oceanu, dotarł z całej wyprawy tylko on. Zaczynał właśnie tam, w rejonie źródeł Apurímacu, pod Mismi. Zanim więc uczeni pokłócili się o metry, znalazł się Polak, który przepłynął tę rzekę na całej długości, od gór po Atlantyk.
Ci ludzie robili to w czasach, gdy sam wyjazd z Polski graniczył z cudem. Klub Bystrze bywał dla nich, jak wspominali, wyspą wolności, a wyprawy w Andy oknem na świat zamknięty przez żelazną kurtynę. Że akurat Polacy odegrali potem tak dużą rolę w poznawaniu źródeł Amazonki, ma swoje korzenie w tej właśnie determinacji, wypracowanej na przekór epoce.
Wyprawa Pałkiewicza, 1996
W 1996 roku sprawę źródła podjął Jacek Pałkiewicz. Poprowadził naukową wyprawę, w której udział wzięli specjaliści z peruwiańskiej marynarki, Katolickiego Uniwersytetu w Limie i Rosyjskiej Akademii Nauk. Skład był polsko-włosko-rosyjsko-peruwiański, a metoda inna niż samo spojrzenie z wierzchołka: mierzono długość i przepływ konkurujących potoków.
Pomiary wskazały na Apachetę. Okazało się, że ma ona większy przepływ i jest dłuższa od sąsiedniej Carhuasanty. Za początek Amazonki wyprawa uznała więc potok Apacheta, wypływający na wysokości około pięciu tysięcy stu siedemdziesięciu metrów. Ustalenie przyjęło Towarzystwo Geograficzne w Limie, a po latach, w 2011 roku, w miejscu wskazanego źródła stanął obelisk z tablicą upamiętniającą polsko-włosko-rosyjsko-peruwiańską ekspedycję.
Tu pojawia się drobna, ale uczciwa uwaga. Obóz Pałkiewicza mówi o osobnej górze, nazywanej Quehuisha, podczas gdy inne opracowania traktują Apachetę po prostu jako jeden z potoków spływających ze stoków Mismi. Nawet nazwa i wysokość szczytu bywają więc relacjonowane różnie, co dobrze pokazuje, jak nieostry jest przedmiot całego sporu.
Spór
Odkrycie nie zakończyło dyskusji, tylko ją zaostrzyło. Pierwszeństwo Pałkiewicza kwestionowano, robił to między innymi dziennikarz Joe Kane, ten sam, który towarzyszył wcześniej wyprawie Chmielińskiego. Równolegle trzymała się dawna wersja, wskazująca Carhuasanta pod Mismi.
W 2000 roku tę dawną wersję potwierdziła kolejna wyprawa National Geographic. Co ciekawe, kierował nią Andrzej Piętowski, ten sam, który dwadzieścia lat wcześniej stał na czele CanoAndes i kanionu Colca. Wielonarodowy zespół zbadał rzeki źródłowe Amazonki przy pomocy dokładnego GPS-u i uznał, że najdalsze źródło leży jednak na Mismi. Tak polska nić rozdzieliła się na dwie strony sporu: jeden Polak wskazywał Apachetę, drugi bronił Carhuasanty.
Spór bywał też osobisty. Pałkiewicz to postać, która w Polsce budziła skrajne opinie, a jego pierwszeństwo podważali nie tylko zagraniczni dziennikarze, lecz i część rodzimych komentatorów. W takich sprawach rzadko chodzi o czyste liczby. Chodzi też o to, kto pierwszy postawił nogę w danym miejscu, kto to ogłosił i czyja wersja trafiła do podręczników. Ta historia jest także sporem o pierwszeństwo i sławę, nie tylko o hydrologię.
Liczby, satelity i obelisk
W 2007 roku po stronie Mismi opowiedzieli się badacze brazylijscy, którzy przy okazji przeliczyli długość całej rzeki i uznali, że Amazonka jest dłuższa od Nilu. W 2010 roku do sprawy wrócili geografowie z Limy, analizując zdjęcia satelitarne o rozdzielczości jednego metra. Stwierdzili, że jeziorko przy źródle wskazanym niegdyś przez McIntyre'a nie ma odpływu, co odczytano jako argument na korzyść wersji Pałkiewicza.
Widać w tym wszystkim pewną prawidłowość. Za każdym razem, gdy wydawało się, że sprawa jest zamknięta, nowe narzędzie, dokładniejszy pomiar albo lepsze zdjęcie otwierało ją na nowo. Długość samej Amazonki podawano zresztą w tym czasie bardzo różnie, od około sześciu i pół do ponad siedmiu tysięcy kilometrów, w zależności od tego, co uznano za jej początek.
A może wcale nie tam
Na tym nie koniec. W kolejnych latach pojawiła się jeszcze inna propozycja. Grupa badaczy wskazała, że najdalszym punktem, z którego można dopłynąć do ujścia Amazonki, jest nie Apurímac, lecz sąsiednia rzeka Mantaro, dłuższa o kilkadziesiąt kilometrów. Kłopot w tym, że Mantaro przez część roku wysycha, między innymi dlatego, że jej wodę odprowadza zapora. Jedni uznali więc, że najdalszy ciek powinien decydować niezależnie od tego, czy płynie cały rok, inni że źródłem może być tylko woda stała.
W tej fazie sporu jako autorytet przywoływano Piotra Chmielińskiego, człowieka, który tę rzekę zna z poziomu kajaka jak mało kto. On sam rozróżniał najdalszy stały ciek, prowadzący do Apurímacu i najdalszy punkt sezonowy, prowadzący do Mantaro. To rozróżnienie jest właściwie sednem całej sprawy.
Gdzie właściwie zaczyna się Amazonka
Okazuje się, że odpowiedź na proste pytanie o początek rzeki zależy nie od terenu, lecz od definicji. Jeśli źródłem nazwiemy najdalszy stale płynący ciek, wskażemy potoki spod Mismi i Apurímac. Jeśli najdalszy geograficznie punkt, z którego woda potrafi dopłynąć do morza, wskażemy sezonową Mantaro. Teren jest ten sam, a wynik inny, w zależności od przyjętej reguły.
Dla czytelnika płynie z tego pewna nauka. Mapa, która wygląda na ostateczną, jest zawsze wynikiem jakiejś umowy. Nawet największa rzeka świata nie ma jednego, bezspornego początku, tylko taki, na jaki w danej chwili zgodzili się mierzący, uzbrojeni w coraz dokładniejsze narzędzia. A wśród tych mierzących, co dla nas szczególnie ciekawe, raz po raz pojawiali się Polacy.
W całej tej geograficznej układance uderza jedno: ile w niej polskich śladów. Studencki klub Bystrze, pierwszy spływ kanionu Colca, pierwsze przepłynięcie Amazonki kajakiem, wyprawa wskazująca Apachetę i wyprawa broniąca Mismi. Historia sporu o początek największej rzeki świata okazała się w sporej części historią kilku ludzi z Krakowa i ich następców, którzy w różny sposób zadawali to samo pytanie: gdzie tak naprawdę zaczyna się ta woda.