fot. Pedro Szekely, Wikimedia Commons (CC BY-SA 2.0)

Patagonia 2015. Pięćset kilometrów fiordami na końcu świata

W 2015 roku polsko-chilijski zespół pod wodzą Arka Mytki wytyczył nową trasę kajakową przez południową Patagonię: z Punta Arenas do Puerto Natales, około pięciuset kilometrów przez Cieśninę Magellana i labirynt fiordów. Przez trzydzieści trzy dni wiatr niemal bez przerwy wiał im w twarz, a na koniec dorzucił śnieg, grad i podmuchy do stu kilometrów na godzinę.

9 min czytania

Na tej trasie wiatr niemal zawsze wieje w twarz. Przez trzydzieści trzy dni na wodzie polsko-chilijski zespół tylko dwa razy miał go w plecy. Reszta była mozolną walką o każdy kilometr wzdłuż fiordów południowej Patagonii, w jednym z najbardziej wietrznych zakątków świata, tam, gdzie ląd rozpada się na tysiąc wysp.

Polak z Punta Arenas

Wyprawę poprowadził Arek Mytko, polski podróżnik, który osiadł w Punta Arenas na samym południu Chile, w mieście leżącym nad Cieśniną Magellana, bliżej Antarktydy niż stolicy własnego kraju. Patagonię znał więc nie z przewodników, lecz z codziennego życia.

Nie była to jego pierwsza wielka przeprawa w tym regionie. Około 2012 roku pokonał kajakiem trasę z Pacyfiku na Atlantyk, przez chilijskie fiordy, andyjskie jeziora i przełęcze Kordyliery, łącząc dwa oceany wodą i przenoskami. Tamta wyprawa była nominowana do nagrody Travelery magazynu National Geographic. Do przedsięwzięcia z 2015 roku dobrał dwóch chilijskich kajakarzy, którzy znali tutejszą wodę od podszewki.

Nowa trasa przez fiordy

Celem było wytyczenie nowej trasy kajakowej między dwoma największymi miastami południowej Patagonii: z Punta Arenas do Puerto Natales, około pięciuset kilometrów. Na mapie te miasta dzieli niewiele, ale między nimi rozciąga się plątanina cieśnin, kanałów i zatok, przez które nie prowadzi żadna ciągła droga wodna.

Trasa wiodła przez Cieśninę Magellana, kanał Jerónimo i system fiordów, w tym rozległe Seno Skyring i Seno Obstrucción. Dwa razy trzeba było wyjść z wody i przenieść kajaki oraz cały sprzęt przez ośnieżone góry, bo sąsiednie fiordy nie łączą się ze sobą i jedynym sposobem, żeby przejść z jednego do drugiego, było dźwiganie łodzi przez przełęcz. To jest istota kajakarstwa morskiego w tym regionie: nie płynie się jedną rzeką, tylko składa trasę z odcinków otwartej wody, cieśnin i lądowych przenosek.

Trzydzieści trzy dni pod wiatr

Największym przeciwnikiem nie była woda, tylko pogoda. Patagonia leży w pasie wiatrów, które okrążają całą półkulę południową. Nie napotykając po drodze prawie żadnego lądu, uderzają tu z pełną siłą. Ostatnie dwa tygodnie wyprawa spędziła w towarzystwie zimnego frontu znad południa: lodowatego powietrza, gradu i śniegu oraz wiatru dochodzącego do stu kilometrów na godzinę.

Przy takich podmuchach na otwartej wodzie kajak zamienia się w żagiel, którego nie da się ustawić pod wiatr, a każda godzina wiosłowania może dać zaledwie kilka kilometrów albo cofnąć całą grupę tam, skąd wyruszyła rano. Pod koniec trasy zaczęło też brakować zapasów, bo w tej pustce nie ma gdzie ich uzupełnić. Kilka razy pozostało tylko przeczekać na brzegu, aż wiatr zelżeje.

Woda, do której nie ma drogi

Południowa Patagonia to kraina, której duże obszary są bezludne – nie ma tu dróg ani wsi. Do większości fiordów można dotrzeć tylko od strony wody, a przy tutejszej pogodzie nawet to bywa niemożliwe. Właśnie dlatego przepłynięcie ich kajakiem i połączenie dwóch odległych miast jedną, spójną trasą, w ogóle miało sens. W miejscu, gdzie nie ma dróg, kajak bywa jedynym środkiem lokomocji, którym da się tamtędy przemieścić.

Najczęstsze pytania o kajakową wyprawę przez Patagonię:

Kto przepłynął południową Patagonię kajakiem w 2015 roku?
Polsko-chilijski zespół pod wodzą Arka Mytki, polskiego podróżnika mieszkającego w Punta Arenas, wraz z dwoma chilijskimi kajakarzami.
Jaką trasę pokonali?
Nową trasę morską z Punta Arenas do Puerto Natales, około pięciuset kilometrów, przez Cieśninę Magellana i system fiordów, z dwiema przenoskami przez góry.
Czy to był spływ rzeką?
Nie. To była wyprawa morska: kajaki płynęły przez cieśninę, kanały i fiordy, a nie jedną rzeką górską.
Jakie były warunki?
Przez większość trasy wiatr wiał w twarz, a przez ostatnie dwa tygodnie towarzyszył im zimny front z południa: grad, śnieg i podmuchy do stu kilometrów na godzinę.

Lubisz odkrywać nowe miejsca?

Zamów newsletter, a raz lub dwa razy w miesiącu dostaniesz na maila Magazyn Stan Wody, pełen opowieści i inspiracji.