Informacja prasowa
Topielec: umarły, nie bóstwo
Postacią wodną numer jeden w polskiej demonologii ludowej był topielec, zwany też utopcem. Setki relacji o nim zapisano w dziewiętnasto- i dwudziestowiecznych zbiorach etnograficznych, a wiara w niego trzymała się na wsi jeszcze przez pierwsze dekady po drugiej wojnie światowej.
Nie był bóstwem wody ani duchem przyrody. Był umarłym. Topielcami zostawały dusze ludzi, którzy utonęli, a przede wszystkim tych, których śmierć uznawano za nieczystą: samobójców, nieochrzczonych niemowląt, ludzi „o dwóch duszach". Ta genealogia tłumaczy całą resztę. Opowieść o topielcu była opowieścią o kimś, kto naprawdę zginął, i o miejscu, w którym to się stało.
Wyglądał różnie zależnie od regionu. Bywał dzieckiem w wieku od trzech do dziewięciu lat, z wielką głową, ciemną skórą i splątanymi włosami. Bywał dorosłym mężczyzną w czarnej kapocie, z brodą do pasa. Powtarzały się dwa szczegóły: coś czerwonego w ubraniu – czapka, wstążka, pas – i woda kapiąca z odzieży nawet wtedy, gdy szedł po suchym.
Miał też drugą twarz, o której pamięta się rzadziej. Potrafił ostrzegać, pomagać, pożyczać pieniądze. Bywało, że przyjmowano go we wsi jak sąsiada, z którym trzeba umieć postępować. W tej wyobraźni woda nie była wrogiem – była żywiołem o własnym charakterze, jak koń albo ogień.
Jedna postać, kilkadziesiąt imion
Demonologia ludowa nie była systemem. To mozaika lokalnych tradycji o wspólnych motywach, w której ta sama postać w sąsiednich wsiach nosiła inne imię i miała inne zwyczaje. Nazwy same w sobie są mapą: zapożyczenia niemieckie trzymają się Śląska i Pomorza, formy od „topić" i „płynąć" ciągną się przez Polskę centralną, a każdy demon męski miał swój żeński odpowiednik.
| Nazwa | Skąd pochodzi, co znaczy |
|---|---|
| utopiec, utopce | Śląsk – tradycja najbogatsza, osobne opowieści dla poszczególnych stawów |
| wasermann, hasermann | zapożyczenie niemieckie, Śląsk i Pomorze |
| topich, topnik, potopiciel | formy rodzime od „topić", notowane w wielu regionach |
| płynnik | od płynięcia – demon nurtu, nie wody stojącej |
| wodnik, wodny człowiek, wodny diabeł | określenia ogólne, częste w zapisach Kolberga |
| topielica, wodnica, panna wodna | odpowiedniki żeńskie – bywały stare i szpetne albo młode, w koralach i zielonych wiankach |
| dziwożona | Podtatrze i Małopolska |
| mamuna, boginka | demon żeński porywający i podmieniający dzieci |
| morianka | Pomorze |
| kozytka | Podlasie – od łaskotania, sposobu, w jaki miała zabijać |
Adresy
Wierzenia były bardzo konkretne co do miejsca. Topielca umieszczano w wirach, w głębiach na zakrętach, przy ujściach, pod mostami, przy młyńskich spustach, w studniach i na mokradłach. Osobno wymieniano wodę ciemną i stojącą – uznawaną za siedzibę złego.
Wszystkie te miejsca łączy jedna cecha, ważna dla ludowego sposobu myślenia: są graniczne. Bagno nie jest ani lądem, ani wodą. Most jest przejściem między brzegami. Studnia sięga pod ziemię, młyn stoi między lądem a wodą. Wyobraźnia ludowa umieszczała istoty nadprzyrodzone właśnie tam, gdzie kończył się jeden porządek, a zaczynał drugi.
Przy studniach obowiązywał osobny zakaz, zapisany na Lubelszczyźnie w relacji Janiny Woch:
„Jak się zaglunda, to się odbija, to cie topielec złapie”.
Odbicie w wodzie to w tej wyobraźni nie obraz, tylko druga osoba po drugiej stronie. Zajrzeć do studni znaczyło pokazać się komuś, kto tam mieszka.
Święty postawiony przy moście
Kiedy przychodzi chrześcijaństwo, nie usuwa tej topografii – obsadza ją własną postacią. Od XVIII wieku po całej Polsce zaczynają stawać figury świętego Jana Nepomucena: patrona mostów, przepraw, tonących i chroniącego przed powodzią. Szacuje się, że jest ich w kraju ponad dwa i pół tysiąca.
Stoją dokładnie tam, gdzie wcześniej mieszkał topielec. Przy mostach i brodach, nad rzekami i stawami, przy mokradłach, na rozstajach. W opowieściach o powstaniu wielu z nich powtarza się ten sam motyw: figurę przyniosła woda podczas powodzi.
To jest chyba najlepiej widoczny ślad tej całej kultury. Nepomuk przy mostku nad strumieniem, którego dziś prawie nikt nie zauważa, jest pozostałością po świecie, w którym przejście przez wodę wymagało patrona.
Rok nad wodą
Woda miała swój kalendarz i był on gęsty. W Wielką Sobotę święcono wodę – wierzono, że nie zepsuje się przez rok; czasem dorzucano do niej węgielki z ogniska. W Wielkanoc gospodarz z gołą głową obchodził z kropidłem dom, oborę i pola. W lany poniedziałek kawalerowie polewali panny – pierwotnie z powodów płodnościowych, nie dla żartu.
Pierwszą kąpiel niemowlęcia przygotowywano jak obrzęd: do wody wkładano pieniądze, wodę święconą, zioła, mleko, kłoski żyta i miód, a potem wylewano ją pod drzewko, żeby owocowało. W noc świętojańską panny puszczały wianki na wodę i patrzyły, czyj popłynie najdalej. Podczas burzy stawiano wodę święconą na oknie.
Był też zakaz, na Lubelszczyźnie jednoznaczny: nie wchodzić do wody przed 24 czerwca.
„Nie można się kąpać przed 24 czerwca, zanim święty Jan oświęci wode”.
Kto go złamał, ryzykował spotkanie z demonem, który do tego dnia miał pełnię władzy nad rzeką. W relacjach wraca też obawa przed chorobą – że można „zachorować, paraliżu dostać".
Święty Jan dzielił rok na wodzie na dwie części. Przed nim woda należała do sił, których lepiej nie prowokować; po nim była już poświęcona i wolno było w niej być.
Świtezianka, czyli postać z importu
Najbardziej znana polska zjawa wodna nie pochodzi z opowieści wiejskich, tylko z ballady z 1821 roku. Mickiewicz opatrzył Świteziankę przypisem: „Jest wieść, że na brzegach Świtezi pokazują się Ondiny, czyli Nimfy wodne, które gmin nazywa Świteziankami". Poeta powołuje się na lud, ale badacze literatury wskazują, że nazwa jest jego własna, a postać ma rodowód literacki, nie ludowy.
Wzorem była ondyna, opisana w XVI wieku przez Paracelsusa w traktacie o nimfach, sylfach, pigmejach i salamandrach – a więc w tradycji alchemiczno-filozoficznej. Do polskiej wyobraźni trafiła przez niemiecki romantyzm: powieść Undine Friedricha de la Motte Fouqué z 1811 roku, wcześniej Die Saal-Nixe Vulpiusa i sztukę Das Donauweibchen Henslera.
Świtezianka jest więc europejską ondyną przeniesioną nad jezioro pod Nowogródkiem i nazwaną od niego. Warto to wiedzieć nie po to, żeby balladzie ująć, tylko żeby widzieć różnicę między zapisem wierzeń a literaturą, która wierzenia wytworzyła. Bo wytworzyła skutecznie: dziś świtezianka jest w powszechnej pamięci bardziej „ludowa" niż topielica.
Rusałka, czyli gość ze wschodu
To postać wschodniosłowiańska – białoruska, ukraińska, rosyjska. Kolberg opisywał je na Polesiu jako istoty o czarnych oczach i długich włosach, mieszkające w gajach, kołyszące się na gałęziach i wołające do przechodniów, żeby przyszli się huśtać. Zabijały łaskotaniem.
W literaturze przedmiotu ustalenie jest jednoznaczne: w Polsce nazwa „rusałka" nie była używana poza terenami wschodnimi, a rolę, którą na Rusi pełniły rusałki, u nas odgrywały topielice i wiły. Samo słowo prowadzi zresztą nie do wody, lecz do rusaliów – antycznego święta róż, przyswojonego przez Słowian najpewniej drogą cerkiewną. Aleksander Gieysztor przyznawał, że czas i droga tego zapożyczenia pozostają zagadką.
Spór o pochodzenie rusałek ciągnął się wśród badaczy dziesięciolecia. Zielenin, Łowmiański i Moszyński widzieli w nich dusze dziewcząt zmarłych przedwcześnie. Brückner to odrzucał, zwracając uwagę, że wśród rusałek nie ma mężczyzn zmarłych taką samą śmiercią, a wszystkie są młode, piękne i w jednym wieku.
Dlaczego to zniknęło
W 1965 roku Bohdan Baranowski przewidywał, że „w stosunkowo niedługim czasie pożegnamy się na zawsze" z importowanym z zachodu diabłem i czarownicą, a jeszcze wcześniej z „groźnymi ongiś bękartami prasłowiańskich demonów, owymi topielcami, strzygami, zmorami, nocznicami, mamunami, przypołudnicami". Co do kierunku miał rację, choć pomylił kolejność – topielec trzymał się dłużej niż diabeł.
Odszedł nie dlatego, że przestano wierzyć, tylko dlatego, że zmienił się sposób korzystania z wody. Ubyło młynów. Przestano prać w rzece i poić w niej bydło. Kąpiel przeniosła się na strzeżone kąpieliska, a nad wodę zaczęto jeździć w celach wypoczynkowych, turystycznych czy sportowych. Opowieść o topielcu była częścią lokalnej pamięci. Należała do ludzi, którzy znali swoją rzekę zakręt po zakręcie i pamiętali, gdzie utonął czyjś ojciec, brat albo sąsiad. Gdy ta pamięć zaczęła zanikać, topielec przestał być częścią codziennego świata.
Została po nim garść nazw w słownikach gwarowych, kilka tysięcy figur świętego Jana Nepomucena przy mostach i ballada o postaci, której nad żadną polską wodą nigdy nie było.
Skąd to wiemy
Źródła
- Słownik polskiej bajki ludowej pod redakcją Violetty Wróblewskiej (UMK) – hasło „Topielec" autorstwa Adriana Mianeckiego: geneza postaci, wygląd, siedziby, nazwy regionalne, zasięg wierzeń.
- Anna Woźniak, „Żeńskie istoty mityczne w folklorze polskim i białoruskim", Roczniki Humanistyczne KUL 50 (2002) – zasięg rusałek, polskie odpowiedniki, spór o ich pochodzenie, zasada parzystości demonów.
- Michał Fijałkowski, „Rusałki – słowiańskie ondyny", Acta Philologica 45 (2014) – przypis Mickiewicza, związek świtezianki z ondyną Paracelsusa i literaturą niemieckiego romantyzmu.
- Magdalena Wójtowicz, „Etnografia Lubelszczyzny – ludowe wierzenia o wodzie", Leksykon Lubelszczyzny, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN" – relacje świadków z Wólki Kątnej (Janina Woch 2009, Elżbieta Wójtowicz 2010): zakaz kąpieli przed świętym Janem, wierzenia o studniach i bagnach, obrzędy wodne roku kościelnego.
- Klasyka przedmiotu przywoływana w tych opracowaniach: Oskar Kolberg, Kazimierz Moszyński, Aleksander Brückner, Bohdan Baranowski, Leonard Pełka („Polska demonologia ludowa", 1987).
- IMGW-PIB, archiwum dobowych danych hydrologicznych – temperatura wody w czerwcu, obliczenia własne.
Zastrzeżenia
- Wierzenia ludowe nie tworzyły systemu. Ta sama postać w sąsiednich wsiach miewała inne imię, wygląd i zwyczaje, a zapisy pochodzą z różnych dekad i regionów. Każde zdanie o „polskim folklorze" jako całości jest uproszczeniem.
- Relacje o zakazie kąpieli i o studniach pochodzą z Lubelszczyzny i nie muszą opisywać praktyki w innych częściach kraju. Data świętego Jana wracała w wielu regionach, ale uzasadnienia bywały różne.
- Liczba figur świętego Jana Nepomucena w Polsce podawana jest szacunkowo; nie istnieje pełny, urzędowy rejestr.
- Znaczna część treści krążących dziś jako „mitologia słowiańska" pochodzi z dziewiętnastowiecznych rekonstrukcji, a bywa i z późniejszych fantazji. Trzymamy się tu ustaleń opartych na źródłach etnograficznych i opracowaniach naukowych; tam, gdzie postać jest tworem literackim, jest to powiedziane wprost.
- Zestawienie kalendarza obrzędowego z danymi o temperaturze wody jest ciekawostką na marginesie, a nie próbą wykazania prawdziwości wierzeń. Powstawały one w innym porządku myślenia.