Franz Balthasar Schönberg von Brenkenhoff oglądał bagna koło Łabiszyna, kiedy pokazano mu stary kanał. Wykopał go kiedyś jeden z przodków Skórzewskiej z Łabiszyna, niejaki Małachowski, żeby wozić łodziami do Bydgoszczy albo Torunia popiół z wypalanego drewna. Kanał kończył się pod wysoką, piaszczystą górą. Brenkenhoff pojechał konno zobaczyć to miejsce, a potem wjechał na sam szczyt, bo chciał zobaczyć Wisłę. Z góry zobaczył Wisłę i Noteć, a między wzgórzami obniżenie, które biegło od Noteci do Brdy, prosto na Bydgoszcz. Gołym okiem było widać, że Noteć leży znacznie wyżej niż Brda.
Scenę opisał w 1782 roku jego biograf. Brenkenhoff był pruskim urzędnikiem i pierwszym zarządcą Obwodu Nadnoteckiego, czyli ziem nad Notecią, które Prusy zajęły przy pierwszym rozbiorze Polski. Wiosną 1772 roku król Fryderyk II długo rozmawiał z nim w Bydgoszczy. Pytał, czy Noteć da się spławnić i połączyć z Wisłą tak, żeby zboże z Królewca szło do Szczecina bez wypływania na otwarte morze. W liście z tego samego roku napisał wprost, że chce w ten sposób niepostrzeżenie ściągnąć do Elbląga i Bydgoszczy ruch, który szedł przez Gdańsk. Brda była wtedy pokryta drewnem ściętym w starostwie tucholskim. Król sam je zauważył i kazał majorowi von Zabeltizowi go pilnować, bo drewno miało pójść na śluzy kanału.
„Przegląd Techniczny” w 1886 roku przypisywał pomysł komu innemu: inżynierowi Jaweinowi z korpusu generała Bellinga, który w 1770 roku stanął na granicy Polski pod pretekstem kordonu przeciw zarazie. Według tej wersji Jawein odkrył dolinę między Notecią a Brdą, kiedy budował mosty dla wojska.
Budowa Kanału Bydgoskiego
Prace ruszyły 1 marca 1773 roku. Kierownictwo techniczne objęli budowniczy Jawein z Darłowa, dyrektor budowlany Nowej Marchii Hahn i inspektor Dornstein z Müllrose, a nad całością nadzór sprawował Brenkenhoff. Uprzedzał króla, że z braku kamienia i cegły śluzy trzeba będzie zrobić z drewna, a takie będą wymagały częstych i drogich napraw.
Przy kanale pracowało co najmniej 6000 ludzi, według niektórych opracowań nawet kilkanaście tysięcy, głównie z Saksonii, Anhaltu, Czech i Turyngii, gdzie panował wtedy głód. Kopali dniem i nocą.
Biograf Brenkenhoffa pisał, że robotnicy spędzali dzień w wodzie, a noce w otwartym polu, w szałasach z chrustu, bo na bagnach nie było dla nich budynków. W szpitalach leżało nieraz około 400 ludzi. Wśród chorób szerzyła się czerwonka. Biograf szacował, że przy budowie zmarło do 1500 osób, przeważnie cudzoziemców.
Często umierali oboje rodzice i zostawały małe dzieci. Brenkenhoff prosił króla, żeby przyjął je do domów sierot. Król odmówił. Brenkenhoff kazał wtedy zawieźć około 50 dzieci do swoich dóbr w Nowej Marchii. Robotników, którzy przeżyli, osiedlano później na prawie kolonistów. Z takich osad wyrosły kolonie A, B i C przy Kanale Bydgoskim.
Pierwsze statki przepłynęły kanałem 1 września 1774 roku. Drewniana śluza w Prądach rozpadła się po pierwszych próbach. W następnym roku przepłynęły nim 222 statki i ponad 1100 tratw.
Rachunki Brenkenhoffa
W styczniu 1780 roku król napisał do Brenkenhoffa, że w jego gospodarce panuje „diabelski bałagan”. Zarzucił mu też, że pieniądze przeznaczone na kanał wydawał na inne cele. Brenkenhoff odpowiedział listem, w którym prosił o łaskę, a nie o stosowanie prawa. Przypominał, że do kanału bydgoskiego dołożył spory kawał własnego majątku. Zmarł 21 maja 1780 roku. Po jego śmierci w kasie melioracyjnej wykryto niedobór. Król kazał wszcząć śledztwo, które skończyło się konfiskatą wszystkich jego dóbr.
Tratwy, berlinki i port drzewny
W 1792 roku nie udało się przewieźć kanałem zboża dla wojska z Wisły na zachód, więc władze pruskie dały pieniądze na jego przebudowę. Od 1802 roku na osuwających się brzegach sadzono tysiące lip, wiązów, kasztanowców i topoli. Powstały wtedy pierwsze aleje wzdłuż kanału.
Najważniejszym statkiem kanału była szkuta, nazywana berlinką. Zwykle należała do jednej rodziny, która na niej mieszkała i z niej żyła. Do połowy XIX wieku berlinki ciągnęły konie albo same załogi, idąc brzegiem z linami, a furmani za opłatą holowali je od śluzy do śluzy.

W latach 1873–1907 przez Bydgoszcz spławiano średnio 40 tysięcy tratw rocznie, do Berlina, Szczecina i Hamburga. Zanim zbudowano port, drewno spławione wiosną przechodziło przez kanał nieraz dopiero jesienią, choć śluzowano dniem i nocą. Burze rozrywały tratwy. Ich części płynęły kilka mil poniżej ujścia Brdy i często ginęły bez śladu.
Port drzewny w Brdyujściu zaprojektował kierownik inspekcji dróg wodnych w Bydgoszczy, Garbe. Zbudowano go w latach 1876–1879. Wbite w dno pale do cumowania tratw dzieliły basen na trzy pasma. W 1906 roku przeszła przez niego jedna trzecia drewna sprowadzanego rocznie do Niemiec.
Jesienią 1907 roku kanał i śluza portowa pracowały dniem i nocą. Ostatnie tratwy wprowadzono do portu 21 listopada. Do grudnia ciągnięto drewno do tartaków nad Brdą i wyciągano je z wody maszynami i końmi. W tym samym roku flisacy wzięli udział w naradzie nad nowymi przepisami policji rzecznej. Zatwierdzono tratwy długości 88 metrów, a dawne, 120-metrowe, odrzucono.
Młyny i spichrze
Bydgoszcz była portem zbożowym na długo przed kanałem. W 1579 roku w komorze celnej w Białej Górze zapisano 225 statków z Bydgoszczy, czyli co szósty statek płynący do Gdańska. Na początku XVII wieku kronikarze bernardynów i burmistrz Wojciech Łochowski pisali, że miasto słynie z portu i że po obu stronach rzeki ma okazałe budowle, wzniesione wyłącznie do przechowywania zboża.
W 1774 roku, w miejscu warsztatu dawnej mennicy, na Wyspie Młyńskiej powstał największy młyn wodny, „Herkules”. W 1825 roku młyny przejęło konsorcjum z udziałem braci Schicklerów z Berlina. Ich spółka sprzedawała mąkę do Niemiec, Wielkiej Brytanii, a nawet do Brazylii. W 1842 roku przejęło ją państwo pruskie.
Budowę Młynów Rothera zaczęto w 1846 roku. Gmach postawiono na drewnianych palach. Nazwę wzięły od Christiana von Rothera, który kierował wtedy finansami Prus. Jeszcze w drugiej połowie XX wieku zboże przypływało tu wodą: barki wpływały do Kanału Zbożowego, a do spichrzy zasysała je rura.
Trzy spichrze nad Brdą przy ulicy Grodzkiej pochodzą z końca XVIII wieku. Dwa z nich zbudował kupiec Samuel Gotlob Engelmann. Mieszczą dziś sale Muzeum Okręgowego. Kompleks Spichrzy Królewskich w zakolu Brdy spłonął od ostrzału w styczniu 1945 roku.
Śluza Miejska
Śluza Miejska podnosi łódź o ponad 3 metry, z poziomu Brdy do poziomu Młynówki. Pierwsza, drewniana, zawaliła się w 1788 roku. Odbudowana, znów z drewna, runęła w 1803 roku.
Pod koniec XIX wieku obok zbudowano murowaną śluzę o kształcie trapezu. Wrota górne i dolne miała po jednej stronie, więc barki wpływały do niej tyłem. Obecną Śluzę Miejską otwarto w 1915 roku, a starą, trapezową, zasypano. Odsłonięto ją w 2014 roku. Jej częściową rekonstrukcję widać dziś obok śluzy.
W 1915 roku oddano też nowy odcinek kanału ze śluzami Okole i Czyżkówko. Stary odcinek z pięcioma śluzami został w rezerwie i dziś nazywa się Starym Kanałem Bydgoskim. W sierpniu 1968 roku wodą ze Śluzy Miejskiej zalano Rybi Rynek na potrzeby serialu „Czterej pancerni i pies”. Śluzę Okole wysadził w nim Gustlik.
Lloyd i statki spacerowe
W 1891 roku bankier Louis Aronsohn, radni i gmina Bydgoszcz założyli towarzystwo żeglugi holowniczej, nazwane później Lloydem Bydgoskim. Na dolnej Brdzie, od ujścia do Śluzy Miejskiej, Aronsohn miał koncesję na żeglugę łańcuchową: holowniki ciągnęły się po łańcuchu ułożonym na dnie rzeki.
W niedziele i święta holowniki Lloyda pływały jako statki spacerowe. Wystarczyło ustawić na pokładzie ławki, rozpiąć daszek chroniący przed sadzą z komina i przystroić nadbudówki gałązkami.
W styczniu 1920 roku Bydgoszcz wróciła do Polski i statki Lloyda zaczęły pływać pod polską banderą. Prezesem rady nadzorczej został komisaryczny prezydent miasta, adwokat Jan Maciaszek. Firma była wtedy w trudnym położeniu: kłody z dawnego Królestwa Polskiego nie przypływały, kanał był zamknięty, część statków zajęła rejencja. Nowa granica odcięła Bydgoszcz od Noteci, Warty i Odry, które zostały po stronie niemieckiej.
Regaty w Brdyujściu
Na wodach portu drzewnego pierwsze regaty odbyły się w 1912 roku. Niemieckie towarzystwa wioślarskie ścigały się tu co roku do 1916 roku.
Polskie towarzystwo wioślarskie założono zaraz po przejęciu miasta. Inicjatorem był Henryk Kalkstein-Osłowski. Zebranie założycielskie odbyło się 16 marca 1920 roku w sali hotelu „Pod Orłem”. Referat wygłosił Maksymilian Stürmer, prezes poznańskiego „Trytona”. Zapisały się 32 osoby. W czerwcu, na obchód wianków na Brdzie, Bydgoskie Towarzystwo Wioślarskie wypłynęło udekorowanymi łodziami.
Kilka dni później, 29 czerwca, w Brdyujściu odbyły się pierwsze wszechpolskie regaty o mistrzostwo Polski. Wystartowało w nich 117 wioślarzy i 10 wioślarek z ośmiu towarzystw.
Mistrzostwa wracały do Bydgoszczy co roku przez 18 lat. W 1924 roku firma budowlana Antoniego Jaworskiego postawiła w dwa miesiące kryte trybuny. Zdążyła przed piątymi mistrzostwami, na które przyjechał prezydent Stanisław Wojciechowski.
Hieronim Cegielski zaczynał w Bydgoszczy jako sternik w maju 1924 roku. Po latach mówił: „To było polskie Henley!”. Na regaty siedem parostatków Lloyda i specjalny pociąg wiozły kibiców do Łęgnowa. Józef Wróblewski pamiętał z dzieciństwa rejsy parostatkiem z Rybiego Rynku, kłęby dymu z komina i chwilę, gdy pod mostem kolejowym w Łęgnowie opuszczano komin, bo między wodą a mostem było za mało miejsca. Sadza osiadała wtedy na odświętnych ubraniach. W ogrodzie przy śluzie latem przygrywała do tańca orkiestra.
W 1927 roku na regaty przyjechał prezydent Rzeczypospolitej. Z regat miał pojechać na wyścigi konne, ale komisja uznała most na Brdzie za zbyt słaby i przejazd w ostatniej chwili odwołano. Policja trzymała w areszcie do końca regat dwóch znanych kieszonkowców z Łodzi, którzy spodziewali się dobrego żniwa.
W sierpniu 1929 roku w Brdyujściu odbyły się wioślarskie mistrzostwa Europy. W sobotę na przedbiegi przyjechało około 6000 osób, a przy orkiestrze i radiu część publiczności tańczyła na trybunach. W niedzielę ludzie nie zmieścili się na trybunach i zajęli oba brzegi oraz okoliczne wzgórza. Gdy zaczęły się biegi, z przeciwległego brzegu wzbiła się chmura gołębi pocztowych. Przy końcu ostatniego biegu ósemek lunął deszcz. Polska zajęła w klasyfikacji państw czwarte miejsce, za Włochami, Holandią i Szwajcarią. Na wręczeniu nagród w Teatrze Miejskim prezes międzynarodowej federacji wioślarskiej Rico Fioroni mówił, że regaty wypadły imponująco. Posiedzenie zamknął po polsku okrzykiem: „Niech żyje Polska!”.
Rok wcześniej czwórka ze sternikiem BTW zdobyła w Amsterdamie brązowy medal olimpijski. Płynęli w niej Franciszek Bronikowski, Edmund Jankowski, Leon Birkholc i Bernard Ormanowski, a sterował Bolesław Drewek. Jankowskiego, dyrektora fabryki rowerów, Niemcy rozstrzelali 1 listopada 1939 roku w Dolinie Śmierci pod Fordonem. Ormanowski przeżył wojnę w Bydgoszczy jako kierowca i po wojnie został pierwszym trenerem swojego klubu. Birkholc w 1960 roku wstąpił do zakonu.
Jerzy Braun, urodzony w Bydgoszczy, przywiózł z Los Angeles w 1932 roku medal srebrny i brązowy. Na peronie w Bydgoszczy wioślarze chwycili go w ramiona. W czasie wojny bronił Tobruku w Samodzielnej Brygadzie Strzelców Karpackich.
W 1937 roku w Bydgoszczy działało 12 klubów wioślarskich, w tym Bydgoski Klub Wioślarek. Po wojnie tor przebudowano i odwrócono, żeby miał 2000 metrów: metę przeniesiono z Łęgnowa do Brdyujścia. Mistrzostwa Europy w 1958 roku dostał jednak Poznań, bo w Bydgoszczy brakowało hoteli.
Od 10 października 1992 roku ósemki ścigają się w Wielkiej Wioślarskiej o Puchar Brdy na trasie długości 8,5 km, z Łęgnowa na Rybi Rynek. Pomysł miał dziennikarz „Gazety Pomorskiej” Zbigniew Urbanyi, a wzorem był wyścig Oxfordu z Cambridge. Osady obu uniwersytetów spotkały się na Brdzie 13 razy.
Kajaki na Brdzie
W czerwcu 1931 roku na przystani Klubu Wioślarskiego „Gryf” uczniowie dostali 20 kajaków zbudowanych na szkolnych zajęciach z robót ręcznych. W 1937 roku do zawodów o mistrzostwo Brdy na trasie Koronowo-Bydgoszcz, organizowanych przez klub „Wodnik”, stanęły 84 załogi z całego kraju.
Rok później prezes „Wodnika” pisał w „Sporcie Wodnym”, że Bydgoszcz ma zostać stacją końcową międzynarodowych spływów Brdą, które „zaćmią porzucone już regaty na Dunajcu”. Na Dunajcu zawody wróciły po wojnie, o czym piszę w tekście o Międzynarodowym Spływie Kajakowym na Dunajcu. Wiosną 1939 roku bydgoski Związek Popierania Turystyki planował polsko-angielsko-francuski „Spływ Przyjaźni” z Jeziora Charzykowskiego do Bydgoszczy.
Śluzy i jazy: zasady na wodzie
Kamizelkę załóż i dopasuj jeszcze na brzegu. Miejska Brda jest drogą wodną: pływają po niej statki pasażerskie, tramwaje wodne, barki, jachty i motorówki. Uważaj zwłaszcza na fale, które za sobą zostawiają.
Kajak nie może żądać osobnego śluzowania. Do śluzy wpływa za zgodą obsługi, a gdy śluzują się większe statki, wchodzi po nich. Jeśli wjazd jest zajęty, czekaj co najmniej 100 metrów przed śluzą, w miejscu, w którym nikomu nie blokujesz drogi. Do komory wpływaj dopiero po pełnym otwarciu wrót i po zielonym świetle albo sygnale dźwiękowym. W komorze ustaw się jak najdalej od wrót i od wylotów kanałów, którymi woda napełnia i opróżnia komorę. Trzymaj się z innymi kajakami w zwartej grupie, połączonej wiosłami, albo złap się drabinki.
Do jazów nie podpływaj. Przez przęsło jazu wolno płynąć tylko wtedy, gdy z obu stron oznaczono je znakami E.1, które zezwalają na przejście. Jaz Farny jest przy katedrze, tam gdzie Młynówka wpada do Brdy, a obok niego pracuje elektrownia wodna „Kujawska”. Woda, która z niej wypływa, znosi małe łodzie, więc za mostem przy Wyspie Młyńskiej trzymaj się od niej z daleka.
Godziny pracy śluz zmieniają się w sezonie i ogłaszają je Wody Polskie w komunikatach nawigacyjnych. Śluza Czersko Polskie przy ujściu Brdy pracuje tylko wtedy, gdy na jej dolnym wodowskazie jest co najmniej 150 cm, czyli najniższa woda żeglowna. Od połowy sierpnia do końca października płynięcie może utrudniać rzęsa wodna.
W sierpniu 2026 roku przy Starym Rynku mężczyzna wypadł z kajaka do Brdy i nie mógł sam dostać się na brzeg. Wyciągnął go policjant po służbie, który oparł się o barierkę nabrzeża i wychylił nad wodę.
Kajakiem przez Bydgoszcz
Szlak kajakowy prowadzi przez miasto Brdą, od Smukały do ujścia do Wisły. Nad Zalewem Smukalskim, przy ulicy Smukalskiej 177, od czerwca do końca października działa miejska wypożyczalnia Wodny Orlik. Kajaki i rowery wodne wypożycza bezpłatnie po podpisaniu oświadczenia przez osobę pełnoletnią. W deszczowe dni i przy niskiej wodzie kajaków nie wydaje.
W Janowie, przy elektrowni wodnej, kajak przenosi się lewym brzegiem. Za elektrownią nurt przyspiesza, a Brda płynie zieloną doliną wśród ogródków działkowych aż do ujścia Kanału Bydgoskiego przy śluzie Okole i ceglanych mostach kolejowych.
W centrum szlak prowadzi przez Śluzę Miejską prosto do przystani przy Wyspie Młyńskiej. Z wody widać katedrę, zbudowaną w latach 1466–1502, najstarszy zachowany budynek Bydgoszczy. Przy spichrzach cumuje barka „Lemara”, zbudowana w Bydgoszczy w 1937 roku, a obok niej często holownik „Certa”. Przy moście Sulimy-Kamińskiego nad Brdą wisi rzeźba Jerzego Kędziory „Przechodzący przez rzekę”: mężczyzna z żerdzią w rękach, który jedną stopą dotyka liny rozpiętej nad wodą. Zawieszono ją 1 maja 2004 roku, w dniu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Most Królowej Jadwigi jest jedynym bydgoskim mostem, który przetrwał II wojnę światową.
Muzeum Kanału Bydgoskiego przy ulicy Staroszkolnej, otwarte w 2006 roku z inicjatywy Sebastiana Malinowskiego, od kwietnia do października bezpłatnie wypożycza dorosłym dwuosobowe kajaki. Pływa się nimi tylko po Starym Kanale Bydgoskim, od IV śluzy do boi przy V śluzie, najwyżej dwie godziny. Kajak, wiosła i kamizelki niesie się samemu około 100 metrów nad kanał.
Niżej, na Kapuściskach, jest wyspa usypana przy przebudowie Brdy na drogę wodną. Legenda nazywa ją wyspą wisielca, choć nie udowodniono, żeby kogoś tam powieszono. Kawałek dalej jest wyspa lęgowa ptaków. W Brdyujściu Brda tworzy najstarszy w Polsce tor regatowy: 60 hektarów wody spiętrzonej przez jaz walcowy Czersko Polskie, najstarszy jaz walcowy w kraju. W okolicy żyją bobry, a nad wodą widać żurawie, czaple i kormorany.
Spływ można zakończyć na przystani i campingu Zimne Wody, na prawym brzegu przed mostem kolejowym. Można też przepłynąć przez śluzę Czersko Polskie i wyjść z wody na betonowym slipie na przedłużeniu ulicy Kwarcowej, już na lewym brzegu Wisły.
Tekst powstał we współpracy z Biurem Promocji Miasta i Współpracy z Zagranicą Urzędu Miasta Bydgoszczy oraz Bydgoskim Centrum Informacji.