W maju 1934 roku dwóch młodych mężczyzn w białych koszulkach bez rękawów czekało w długim, płaskim kajaku na start na Czarnym Dunajcu w Nowym Targu. Za nimi, przy brzegu, czekały kolejne załogi. Na skarpie zebrali się mężczyźni w kapeluszach i ciemnych marynarkach, kobiety w chustkach i dzieci, które usiadły na kamieniach tuż nad wodą. Ponad ich głowami, nad koronami drzew, widać białą wieżę kościoła świętej Katarzyny z zegarem oraz wysokie maszty z flagami.
Archiwiści Narodowego Archiwum Cyfrowego opisali to zdjęcie jako regaty kajakowe w Nowym Targu. W tej samej teczce przechowali drugie, na którym widać kładkę nad Czarnym Dunajcem, grupę ludzi, zawodników w kajaku i transparent z napisem „start”. Na transparencie reklamowano krem Ultrasol i olejek Negrita.

Oba zdjęcia powstały podczas pierwszego międzynarodowego wyścigu kajakowego na Dunajcu. Od tamtej pory kajakarze ruszali z Nowego Targu prawie co roku. W czerwcu 2026 roku organizatorzy liczyli już 84 edycje.
Zielone Świątki 1934
Wyścig odbył się 20 i 21 maja 1934 roku, w Zielone Świątki. Zorganizował go Polski Związek Kajakowy. „Sport Wodny” podał jego pełną nazwę: I Międzynarodowy wyścig kajakowy górski o mistrzostwa Polski, Nowy Targ – Nowy Sącz, 96 km. Rok wcześniej wyścig się nie odbył, bo nie wpłynęły zgłoszenia. Tym razem do końca obawiano się katastrofalnie niskiego poziomu wody. Na dwa dni przed startem spadły deszcze i woda się podniosła.
W dniu startu lekarze badali zawodników w gmachu nowotarskiego „Sokoła”. Start urządzono na cyplu między rzeką a młynówką płynącą przez park. Na masztach wisiały flagi Austrii, Czechosłowacji, Niemiec i Polski. Sprawozdawca „Sportu Wodnego” odnotował, że szczególną uwagę budził sztandar hitlerowski ze swastyką, który wisiał obok dawnej flagi cesarskiej.
Przed startem drużyna niemiecka przywitała gospodarzy. Trener niemieckiego związku kajakowego Arndt mówił o odnowieniu stosunków między sąsiednimi narodami. Na pomoście czekali starosta nowotarski Korniak i prezes komitetu lokalnego Lisowski. Starter wypuścił jako pierwszą Władysławę Golkównę z krakowskiego WKS „Wawel”. Dwie minuty po niej ruszył Gregor Hradetzky, mistrz Europy, Austrii, Bawarii i Niemiec.
Pierwsze trudności zaczęły się na Hubie. Sprawozdawca nazwał to miejsce „piekłem”: starzy górscy kajakarze płynęli tam pewnie i zręcznie omijali głazy i wiry, a mniej doświadczeni się wywracali. Słowacy z Żyliny uszkodzili ster i złamali dwa żebra składaka, czyli kajaka składanego. Hradetzky pierwszy minął Czorsztyn. Na półmetku w Szczawnicy, przy przystani klubu „Wisła”, nadal prowadził. Drugi zawodnik, Gerhard Hilbig z Breslau, czyli dzisiejszego Wrocławia, przypłynął dopiero sześć minut po nim.
Drugiego dnia komisja opóźniła start o pół godziny, bo chciała wysłuchać zaimprowizowanego wykładu trenera Arndta o technice wiosłowania. Na mecie w Nowym Sączu stały trybuny i stanowisko do transmisji radiowej. Przy dekoracji orkiestra zagrała hymny narodowe. Niemcy podnieśli ręce w hitlerowskim pozdrowieniu.
Prezes międzynarodowej federacji kajakowej Eckert ogłosił, że wyścig na Dunajcu wchodzi na stałe do jej kalendarza. Niemal w chwili, gdy kajakarze płynęli pienińskim szlakiem, z Aten przyszła wiadomość, że kongres zdecydował o włączeniu kajakarstwa do programu igrzysk olimpijskich. Sędzia główny Heinrich zakończył relację w „Sporcie Wodnym” zdaniem: „Od 1934 roku Zielone Świątki spędzać będziemy zawsze na Dunajcu!”.
Organmistrz z Wiednia
Hradetzky wygrał jedynki. Za nim przypłynęli Hilbig i Alois Cigner z Pragi. Najlepszy z Polaków, Adolf Czerny z YMCA Kraków, przypłynął czwarty. Wśród kobiet wygrała Joanna Kemeter z Monachium, która w klasyfikacji ogólnej zajęła ósme miejsce, przed Medą Angelusówną z Cracovii i Władysławą Golkówną, tą samą, którą starter wypuścił na trasę jako pierwszą. Dwójki wygrali Jonek i Kossubek z Breslau. Kielor i Przybylski z „Wawelu” zajęli w dwójkach drugie miejsce, bo awarię miała niemiecka para Russke i Schmidt.
Zagraniczni zawodnicy płynęli na wyścigowych składakach: Hradetzky na kajaku Kleppera, Niemcy na „Kettach”. Z Polaków na łodzi regatowej popłynęła tylko para Fuchs i Tinschert.
Hradetzky wrócił na Dunajec jeszcze dwa razy. Między tymi wyścigami, na igrzyskach w Berlinie w 1936 roku, zdobył dwa złote medale olimpijskie – w jedynce i w jedynce składanej. Zawodowo budował organy.
Powódź, żałoba i Czorsztyn
Dwa miesiące po pierwszym wyścigu powódź spustoszyła Podhale. W samym Nowym Targu woda zabrała 15 domów. Powódź zmieniła też rzekę. Rok później sprawozdawca „Sportu Wodnego” pisał, że Dunajec stał się łatwiejszy, bo zniknęły szypoty, czyli bystrza, przy Falsztyńskiej skałce oraz na Hubie, gdzie rok wcześniej wywracali się mniej doświadczeni kajakarze.
Drugi wyścig odbył się w 1935 roku, w żałobie po marszałku Józefie Piłsudskim. Maszty z flagami państw i związków opuszczono do połowy. Orkiestra zagrała hymny państwowe, na czele z „Horst-Wessel-Lied”. Po hymnach zapadła minuta ciszy.
Zawodnicy zgłosili 55 łodzi. Składaki montowali rano w parku Mickiewicza. Za nimi ruszył spływ turystów prowadzony przez Rischkego ze Lwowa. W jednym z kajaków całą trasę przepłynął starosta nowotarski. Pierwszy etap w konkurencji okręgowej wygrali bracia Jan i Franciszek Ciesielkowie, górale ze Szczawnicy. Autobusy kolei państwowych dla komisji i gości z zagranicy nie przyjechały na czas. Sprawozdawca nazwał to skandalem.
W 1936 roku wyścig się nie odbył. „Sport Wodny” pisał najpierw o niskiej wodzie i małej liczbie zgłoszeń z zagranicy, a rok później tłumaczył przerwę olimpiadą w Berlinie. Trzeci wyścig, w maju 1937 roku, wystartował z przystani w Czorsztynie. W konkurencji międzynarodowej zgromadził tylko 14 zawodników i trzy pary, z których wielu wywróciło się na wirach pod Zbójnickim Skokiem. Hradetzky, już mistrz olimpijski, wygrał trzeci raz. Drugi przypłynął Władysław Dzięciołowski z Towarzystwa Wioślarskiego w Nowym Sączu.
Na Zielone Świątki 1938 roku kalendarz związku zapowiadał tradycyjny spływ Dunajcem z Nowego Targu do Nowego Sącza, tym razem turystyczny. Według programu uczestnicy mieli zjeść obiad w Czorsztynie, po przerwie przepłynąć przełom, przenocować w Szczawnicy albo w Krościenku i następnego dnia zrobić przerwę obiadową w Łącku. Potem przyszła wojna i do 1946 roku spływów nie było.
Syn flisaka ze Szczawnicy
Zawody wróciły w 1947 roku jako Kajakowe Górskie Mistrzostwa Polski. Wiosną „Gazeta Podhalańska” pisała, że sekcja kajakowa TS Podhale wystartuje w ogólnopolskich zawodach na Dunajcu w Zielone Świątki. Od 1948 roku za zawodnikami płynęło 50 załóg turystów, według osobnego regulaminu.
W 1949 roku Dunajec wezbrał i wyścig skrócono ze 100 do 50 km, do odcinka ze Szczawnicy do Nowego Sącza. Niewielu go ukończyło. Wygrał Stefan Kapłaniak, zwany Cenkiem, góral ze Szczawnicy. Wychował się u ujścia potoku Grajcarek do Dunajca. Jego ojciec pracował jako flisak i przewoźnik, więc z rzeką zżył się od dziecka. Kapłaniak dotarł do mety z dużą przewagą, jeszcze przed komisją sędziowską.
Rok później na mistrzostwach Polski dostał wąski kajak wyścigowy, zupełnie inny niż górski. Wspominał, że z początku trudno mu było w nim utrzymać równowagę. Wygrał bieg na 1000 metrów. Zdobył potem 30 tytułów mistrza Polski i trzy razy startował na igrzyskach olimpijskich. W Rzymie w 1960 roku zdobył brązowy medal.
Komandor z Krakowa
W tych samych latach przy spływie pojawił się człowiek, którego imię impreza nosi dziś. Tadeusz Pilarski urodził się w 1922 roku. Po wojnie przeszedł z krakowskiego klubu „Tramwaj” do sekcji wodnej krakowskich kolejarzy, z której wyrósł Kolejowy Klub Wodny 1929. Na liście prezesów krakowskiego okręgu Polskiego Związku Kajakowego jego nazwisko jest pierwsze. W 1949 roku związek przyznał mu plakietę Węgorza, którą dostawali kajakarze za przepłynięcie nowych szlaków i złożenie ich dokładnych opisów.
W 1950 roku, przy górskich mistrzostwach Polski na Dunajcu, Marian Plebańczyk wymienił go w piśmie „Sport” wśród cichych bohaterów zawodów i napisał, że trzeba było widzieć, jak Pilarski organizuje w terenie najdrobniejsze szczegóły. W 1956 roku krakowscy wodniacy z PTTK wybrali go na przewodniczącego okręgowej komisji turystyki wodnej, która zaczęła pracę od zorganizowania Ogólnopolskiego Spływu na Dunajcu, od 18 do 20 maja, z Nowego Targu do Nowego Sącza.
Pilarski pisał też dla kajakarzy. W 1955 roku w biuletynie „Wodami Polski” opublikował „Technikę jazdy kajakiem dla początkujących”. Radził w niej płynąć środkiem nurtu, gdzie woda jest najgłębsza i prąd najszybszy, ale do brzegu dobijać, jak pisał, „zawsze pod prąd, a nigdy z prądem”. Dzisiejsze podstawy zebrałem w poradniku o technice wiosłowania dla początkujących.
Rok później w tym samym biuletynie opisał, jak prowadzić wieczory na spływie: ognisko ma pokazać pogodną stronę wyprawy i nie może zamienić się w wykład polityczny. Radził zapraszać na nie mieszkańców wsi: „Na pierwsze ognisko przyjdzie kilka osób, a na następne na pewno prawie cała wieś”.
W 1957 roku w krakowskim „Głosie Sportowca” nazwał górski szlak Dunajca jednym z najpiękniejszych szlaków wodnych w Polsce i w Europie. W tym samym tekście napisał, że stan czystości wody w Wiśle w województwie krakowskim jest „gorzej niż zły”, bo kajaka wyciągniętego z rzeki nie da się domyć zwykłym opłukaniem i trzeba go myć mydłem z warstw czarnego, cuchnącego tłuszczu. Narzekał też, że od 12 lat w Polsce nie udaje się wyprodukować dobrego składaka.
Spływ prowadził jako komandor przez ponad 30 lat. Organizatorzy piszą, że w 1982 roku Międzynarodowa Federacja Kajakowa wybrała go na przewodniczącego swojej komisji turystyki. Zmarł w 1984 roku. W 1999 roku w Kątach nad Dunajcem odsłonięto tablicę jego pamięci. Na tegorocznym otwarciu spływu komandor Zbigniew Mizerek przypomniał, że imię Pilarskiego nosi jedna z ulic Krakowa.
Ksiądz Wojtyła i tysiące kajaków
Po rozwiązaniu Polskiego Związku Kajakowego w 1950 roku impreza przez kilka lat nazywała się Ogólnopolski Spływ Dunajcem PTTK. W 1955 roku w barwach krakowskich kolejarzy płynął w niej ksiądz Karol Wojtyła. Kronika Kolejowego Klubu Wodnego 1929 odnotowuje, że zachował się jego dyplom za udział w spływie na Dunajcu.
W 1958 roku PTTK i odtworzony związek kajakowy nadały imprezie nazwę Międzynarodowy Spływ Kajakowy na Dunajcu. Popłynęło wtedy 750 osób. Rok później kajakarze popłynęli najdłuższą trasą w historii: od Czarnego i Białego Dunajca, które łączą się koło Nowego Targu, aż do Jeziora Rożnowskiego koło Tęgoborza. W 1961 roku spływ przekroczył tysiąc uczestników.
Organizatorzy podają, że w 1971 roku na Dunajec wypłynęło 2000 kajakarzy i spływ był wtedy najbardziej masową imprezą kajakową na świecie. Kronika krakowskich kolejarzy zapisała pod rokiem 1976 „nienotowaną” liczbę 2405 wodniaków. Ich ekipa zajęła wtedy dopiero siódme miejsce.
Kluby walczyły o Kryształowy Puchar Dunajca. W 1972 roku startowały 82 kluby z Polski i z zagranicy. Puchar zdobyli krakowscy kolejarze. W połowie lat sześćdziesiątych organizatorzy połączyli spływ na Dunajcu ze spływem na Popradzie w Tydzień Dzikich Wód. W 1968 roku przez Pieniny kajaki płynęły razem z łodziami flisackimi. W 1974 roku przez ulewne deszcze i stan powodziowy spływ się nie odbył.
Mieczysław Marona z Krakowa pojawił się na trasie w 1934 roku. Do śmierci w 1983 roku nie opuścił ani jednego spływu.
Baza towarzystw i klubów wioślarskichJeśli lubisz historię, w naszej bazie znajdziesz dawne i współczesne towarzystwa i kluby wioślarskie, także Towarzystwo Wioślarskie w Nowym Sączu nad Dunajcem.Szukaj w bazie →Jezioro na trasie
Zbiornik między Czorsztynem a Niedzicą zaczęto napełniać w 1995 roku. Wcześniej etapy kończyły się albo zaczynały w Czorsztynie. Jeszcze w latach sześćdziesiątych drugi etap prowadził z Czorsztyna do Krościenka.
W 2000 roku ponad 600 osób płynęło z Nowego Targu przez Jezioro Czorsztyńskie w stronę Nowego Sącza. Później organizatorzy zakończyli pierwszy etap w Mizernej, na brzegu jeziora. Regulamin nakazywał trzymać się tam lewego brzegu. Organizator przewoził potem kajaki do Sromowiec Wyżnych, poniżej zapór, skąd ruszał drugi etap.
Trzy etapy w 2026 roku
Spływ organizuje krakowskie Stowarzyszenie Organizatorów Turystyki i Rekreacji „Dunajec”, które wyrosło z komitetu organizacyjnego spływu. W 2026 roku współorganizowali go Polski Związek Kajakowy, PTTK, Nowy Targ, gminy Czorsztyn, Krościenko nad Dunajcem i Łącko, a także Nowy Sącz. Zbigniew Mizerek został komandorem w 1984 roku i z niewielkimi przerwami pełni tę funkcję do dziś. W 2022 roku świętował 50 lat pracy przy spływie.
Pierwszy etap, w czwartek, prowadził 23 km z Nowego Targu do Mizernej i miał limit czasu. Na wniosek ratowników WOPR i organizatorów regulamin zakazywał przepływania jazów i stopni wodnych oraz nakazywał przenoszenie kajaków. Za przepłynięcie progów w Nowym Targu i Waksmundzie groziła dyskwalifikacja. Na wypadek burzy organizator przewidział metę za mostem na Hubie, przed jeziorem.
W piątek drugi etap prowadził 22 km ze Sromowiec Wyżnych przez przełom Dunajca do Krościenka. Na odcinku do Sromowiec Niżnych regulamin przewidywał wyścig indywidualny z limitem 60 minut. W Krościenku, przy polu namiotowym, organizator wyznaczył slalom na 200-metrowym odcinku rzeki. Zapewnił też wszystkim uczestnikom bilety do Pienińskiego Parku Narodowego, który wymaga ich od każdego kajakarza. Zasady pływania przez przełom opisałem w tekście o Dunajcu. Szlak od Sromowiec Wyżnych w dół rzeki znajdziesz też na mapie kajakowej.
W sobotę trzeci etap prowadził 25 km z Krościenka do Jazowska w gminie Łącko. Na pierwszych 13 km, do Wietrznic, drużyny ścigały się o Puchar imienia Tadeusza Pilarskiego. Kluby nadal walczyły też o Kryształowy Puchar Dunajca, najważniejszą nagrodę drużynową. Zakończenie organizator zaplanował w amfiteatrze „Pod Wierzbą” w Krościenku. Otokar Balcy, twórca „Bolka i Lolka” i wieloletni uczestnik spływu, napisał jego hymn.
Kto może popłynąć
Regulamin z 2026 roku wymagał umiejętności pływania i doświadczenia w kajakarstwie na rzekach górskich. Uczestnik musiał mieć 18 lat. Niepełnoletni mogli płynąć pod opieką pełnoletniego uczestnika i za pisemną zgodą rodziców. Każdy musiał mieć kamizelkę asekuracyjną albo ratunkową dobraną do masy ciała oraz sprzęt, który nie tonie. Kask musieli założyć wszyscy uczestnicy slalomu i niepełnoletni przez cały spływ. Organizator zapewnił ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków i pomoc medyczną.
Zawodnicy ścigali się w kategoriach: sztywne kajaki turystyczne, jedynki i dwójki, kajaki składane i dmuchane oraz kanadyjki. Na innym sprzęcie, na przykład na desce SUP albo na pontonie, regulamin pozwalał płynąć poza konkurencją. Komandor mógł zmienić, skrócić albo odwołać etap, jeśli wymagała tego pogoda albo bezpieczeństwo. W 2020 roku z powodu pandemii spływ się nie odbył.
W czerwcu 2026 roku wystartowało około 250 kajakarzy z Polski, Węgier, Czech, Słowacji, Ukrainy i Niemiec. Krzysztof Racułt z Polskiego Związku Kajakowego mówił, że wielu z nich widuje na wodzie od ponad 40 lat. Portal podhale24.pl przypominał, że w latach siedemdziesiątych zakłady pracy wysyłały pracowników na spływ w delegację, organizowały transport i kupowały sprzęt, a dziś każdy płaci za siebie i sam kupuje kajak.
Spływ zaczyna się w Boże Ciało na parkingu przy hali lodowej w Nowym Targu. W 2026 roku organizatorzy wyznaczyli otwarcie na 12:00, a start pół godziny później. Kajakarze ruszyli spod kładki pieszo-rowerowej obok hali i popłynęli w dół Czarnego Dunajca, w stronę Waksmundu, mostu na Hubie i Mizernej.
Tekst powstał we współpracy z Urzędem Miasta Nowy Targ. Szczególne podziękowania dla pana Michała Oleksego z Wydziału Kultury, Sportu i Promocji za przesłane materiały.